prof. dr hab. n. med. Marek Dedecjus, kierownik Kliniki Endokrynologii Onkologicznej i Medycyny Nuklearnej Narodowego Instytutu Onkologii – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie, specjalista chirurgii ogólnej i endokrynologii.

Terapia radioligandowa w raku prostaty – czy to przyszłość leczenia tego nowotworu? WIDEO

Wykorzystanie terapii radioligandowej (PSMA-RLT) w leczeniu chorych na raka prostaty to obszar, któremu wspólnie z kolegami onkologami i urologami będziemy poświęcać coraz więcej uwagi. Ta metoda musi znaleźć swoje miejsce w algorytmie terapeutycznym, a to wymaga wspólnego konsensusu specjalistów. Mamy już europejskie zalecenia i dane, które pokazują, że jest ona wyraźnie korzystna dla pacjentów z zaawansowanym rakiem prostaty opornym na kastrację” – mówi dla ONKOKURIERA prof. dr hab. n. med. Marek Dedecjus.


Ekspert: prof. dr hab. n. med. Marek Dedecjus, kierownik Kliniki Endokrynologii Onkologicznej i Medycyny Nuklearnej Narodowego Instytutu Onkologii – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie, specjalista chirurgii ogólnej i endokrynologii.


Prof. Marek Dedecjus: Radioligandy w leczeniu raka prostaty:

Istotą terapii radioligandowej jest wykorzystanie radioaktywnych izotopów sprzężonych z ligandami, które wybiórczo wiążą się z określonymi receptorami na powierzchni komórek nowotworowych – w tym przypadku z antygenem PSMA (prostate-specific membrane antigen). Dzięki temu możliwe jest zarówno ich uwidocznienie w badaniach obrazowych, jak i precyzyjne zniszczenie komórek nowotworowych przy użyciu tego samego nośnika.

Na razie metoda ta jest zarezerwowana dla pacjentów z zaawansowanym rakiem prostaty – z rozsiewem choroby opornej na leczenie hormonalne. Hormonoterapia przestaje wtedy działać, dochodzi do progresji choroby, a leczenie chirurgiczne w chorobie rozsianej nie jest już zalecane. Właśnie w tej grupie chorych pojawia się możliwość zastosowania terapii radioligandowej” – wyjaśnia ekspert.

Warunkiem zastosowania tej terapii jest obecność na powierzchni komórek nowotworowych charakterystycznych cząsteczek – antygenu PSMA. Można to potwierdzić w badaniu PET-PSMA, które w Polsce od tego roku jest refundowane dla tej grupy pacjentów.

Ideą terapii radioligandowej jest podanie ligandu, który wiąże się z PSMA na powierzchni komórek nowotworowych. Do tej cząsteczki dołączony jest radioaktywny izotop, który trafia bezpośrednio do komórki nowotworowej i prowadzi do jej zniszczenia” – tłumaczy prof. Dedecjus.

Jak podkreśla, terapia radioligandowa jest bardzo perspektywiczną dziedziną, ale nadal dynamicznie się rozwija. „Zaczynamy od pacjentów z najbardziej zaawansowaną chorobą – tam, gdzie potrzeba nowych metod leczenia jest największa. Jednak z czasem może się okazać, że terapię radioligandową będziemy stosować coraz wcześniej w algorytmie terapeutycznym. Wymaga to jednak dalszych badań klinicznych, których obecnie na świecie toczy się ponad 200. Co kilka miesięcy pojawiają się nowe dane. Już dziś wiemy, że terapię radioligandową można łączyć z innymi metodami leczenia, że wydłuża ona przeżycie oraz czas do progresji choroby” – dodaje ekspert.

Terapia radioligandowa ma charakter spersonalizowany, ponieważ jest przeznaczona dla pacjentów, u których w komórkach nowotworowych występuje określony cel molekularny – PSMA.

Do przeprowadzenia terapii potrzebny jest radioaktywny izotop, który łączy się z odpowiednim ligandem i jest przygotowywany specjalnie dla konkretnego pacjenta. „Izotopy promieniotwórcze ulegają rozpadowi, dlatego nie można ich przechowywać. To nie jest lek, który można trzymać w lodówce czy w szafce. Jest dostarczany dokładnie w dniu zaplanowanego podania dla konkretnego pacjenta” – wyjaśnia ekspert.

Stwarza to pewne wyzwania logistyczne. „Pacjent może się rozchorować, może mieć problem z dojazdem, mogą wydarzyć się różne sytuacje życiowe. Dlatego zawsze mamy przygotowanego pacjenta rezerwowego. Mając już ponad 50 takich podań, wiemy, że cała logistyka musi być bardzo dobrze zaplanowana” – mówi prof. Dedecjus.

Kwalifikacja do terapii radioligandowej jest procesem wielospecjalistycznym. „W decyzji uczestniczą urolog i onkolog prowadzący pacjenta, a także patomorfolog, radiolog oraz radioterapeuta. Jeśli wspólnie uznają, że pacjent może odnieść korzyść z terapii, trafia on do specjalisty medycyny nuklearnej, który ocenia możliwość jej zastosowania w konkretnym przypadku” – tłumaczy ekspert.

Kluczowe jest także wykonanie badania PET-PSMA oraz szczegółowa rozmowa z pacjentem. „W Polsce wciąż obawiamy się izotopów, dlatego bardzo ważne jest dokładne wyjaśnienie pacjentowi, jak wygląda terapia i jakie są jej efekty” – podkreśla prof. Dedecjus.

Podanie leku wymaga zaangażowania wielu specjalistów. „W procesie uczestniczą m.in. specjalista medycyny nuklearnej, lekarz prowadzący pacjenta, radiofarmaceuta, radiochemik, fizyk medyczny, elektroradiolog oraz pielęgniarka izotopowa. To pokazuje, jak złożonym przedsięwzięciem jest terapia radioligandowa. Z jednej strony wymaga ona skomplikowanej organizacji, ale z drugiej strony jej skuteczność w dużej mierze rekompensuje te trudności” – mówi ekspert.

Jak podkreśla prof. Marek Dedecjus, wbrew obawom części pacjentów terapia radioligandowa jest metodą bezpieczną. „Nad całym procesem czuwa inspektor ochrony radiologicznej. Aktywność promieniotwórcza, którą otrzymuje pacjent, jest duża, ale organizm stosunkowo szybko ją eliminuje” – wyjaśnia.

Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że pacjenci dobrze tolerują terapię. „Pacjenci mówią nam, że w porównaniu z leczeniem systemowym czy chemioterapią nie jest to dla nich obciążająca terapia. A jednocześnie zwiększa komfort życia i wydłuża przeżycie. Dla wielu z nich jest to po prostu podanie kolejnej kroplówki – oczywiście pod ścisłą kontrolą zespołu medycznego” – dodaje ekspert.

Choć, jak każda metoda leczenia, także PSMA-RLT może powodować działania niepożądane. „Nie ma leków całkowicie pozbawionych działań ubocznych” – podkreśla.

Jak zaznacza prof. Dedecjus, w wielu krajach terapia radioligandowa jest już szeroko stosowana „We Francji, gdzie energetyka jądrowa jest powszechna, tego typu terapie rozwijają się bardzo dynamicznie. Pacjenci mają tam mniejsze obawy przed wykorzystaniem izotopów. Warto też pamiętać, że w Polsce od wielu lat stosujemy podobne leczenie – na przykład w terapii guzów neuroendokrynnych czy w leczeniu raka tarczycy jodem promieniotwórczym” – podsumowuje ekspert.

Radioligandy i teranostyka w onkologii na posiedzeniu sejmowej Podkomisji Stałej ds. Onkologii

Dr Iwona Skoneczna: Radioligandowa terapia PSMA to nowy rozdział w leczeniu raka prostaty