Przez lata diagnoza często brzmiała jak wyrok: trudne leczenie, późne rozpoznanie, wyniszczająca terapia. Dziś hematoonkologia wygląda inaczej. Nowotwory krwi nie stały się nagle chorobami łagodnymi — nadal potrafią rozwijać się gwałtownie i przez długi czas ukrywać za niespecyficznymi objawami. Zmieniło się jednak to, co najważniejsze: możliwości, jakimi dysponują lekarze po postawieniu rozpoznania. Podczas spotkania prasowego zorganizowanego przez Fundację Carita im. Wiesławy Adamiec z okazji Międzynarodowego Dnia Walki z Nowotworami Krwi dyskutowano o postępie, który już jest widoczny w praktyce klinicznej, ale także o potrzebach, które nadal czekają na zaspokojenie. Szczególnie mocno wybrzmiał głos chorych na szpiczaka plazmocytowego. To choroba, w której nowoczesne terapie pozwalają już nie tylko przedłużać życie, ale także realnie myśleć o wieloletniej kontroli choroby, a u części pacjentów nawet o życiu bez wykrywalnej choroby resztkowej.
– Hematologia bardzo dynamicznie się rozwija – podkreślał Łukasz Rokicki, prezes Fundacji Carita im. Wiesławy Adamiec. – Pojawiają się coraz lepsze możliwości leczenia, co daje nam, pacjentom, szansę na dłuższe życie, a często także na prowadzenie normalnego życia zawodowego i rodzinnego. Widzimy ten postęp i jesteśmy za niego wdzięczni.
Rokicki zaznaczał jednak, że droga do optymalnej opieki wciąż wymaga pracy: – Są jednak też wyzwania, z którymi pacjenci wciąż się mierzą, takie jak dostęp do diagnostyki i nowych opcji leczenia. Wspólnie z ekspertami i decydentami chcemy budować w Polsce lepszą opiekę hematologiczną. Tylko dialog daje szansę na poprawę.
O tym, że szybki rozwój medycyny rodzi kolejne, naturalne oczekiwania, mówił prof. Krzysztof Giannopoulos, prezes Polskiego Towarzystwa Hematologicznego i Transfuzjologicznego: – Wskazywanie na niezaspokojone potrzeby pacjentów pokazuje dziś, jak szybko zmienia się medycyna. Pojawiają się terapie skuteczniejsze niż dotychczasowy standard, a to ma dla chorych zasadnicze znaczenie.
Patronem medialnym wydarzenia było czasopismo i serwis ONKOKURIER.
Pierwsza linia leczenia. Tu decydują się kolejne lata życia
Szpiczak plazmocytowy to choroba podstępna — przewlekła, nawrotowa i bardzo zróżnicowana klinicznie. Kiedyś sukcesem było przede wszystkim spowolnienie jej postępu i wydłużenie życia. Dzisiaj, dzięki nowym lekom i lepszemu zrozumieniu biologii tego nowotworu, lekarze mierzą znacznie wyżej: liczy się głębokość odpowiedzi na leczenie, czas jej utrzymywania się oraz komfort codziennego funkcjonowania chorego.
Eksperci są zgodni: kluczowa jest pierwsza linia leczenia. To moment, w którym szpiczak jest zwykle najbardziej wrażliwy na terapię, a pacjent ma największą szansę na uzyskanie głębokiej i długotrwałej odpowiedzi. Zastosowanie najskuteczniejszych schematów na początku leczenia może przełożyć się na lepsze rokowanie w kolejnych latach. Dotyczy to zarówno pacjentów kwalifikujących się do przeszczepienia szpiku, jak i tych, u których wiek, choroby współistniejące czy ogólny stan zdrowia na to nie pozwalają.
Na co najbardziej czekają lekarze? Przede wszystkim na wprowadzenie schematu czterolekowego obejmującego daratumumab, bortezomib, lenalidomid i deksametazon. Dla obu grup chorych taki schemat mógłby oznaczać realnie większą szansę na długotrwałą odpowiedź.
– W obu grupach można stosować schematy z daratumumabem, bardzo skutecznym lekiem, pozwalającym na głębokie odpowiedzi – tłumaczy prof. Giannopoulos. – Co więcej, schematy czterolekowe możemy stosować także u chorych niekwalifikujących się do przeszczepienia, którzy do tej pory nie mogli otrzymać bardziej intensywnego leczenia. Odeszliśmy od chemioterapii. Mamy schematy, które mogą być bezpiecznie stosowane także u chorych, których nie mogliśmy leczyć intensywnie z racji wieku czy chorób współistniejących. Pierwsza linia leczenia jest najważniejsza, a dzięki nowemu schematowi spodziewamy się długotrwałych odpowiedzi na leczenie w obu grupach chorych.
Ta zmiana to ważny krok w leczeniu szpiczaka plazmocytowego. Klasyczna chemioterapia coraz częściej ustępuje miejsca leczeniu celowanemu, immunoterapii, przeciwciałom monoklonalnym i terapiom komórkowym. Dla człowieka żyjącego ze szpiczakiem ta realny czas bez progresji choroby, mniejsze obciążenie organizmu leczeniem i szansa na to, by możliwie normalnie funkcjonować z bliskimi.
Nawrót choroby: potrzebny jest nowy cel biologiczny
Sukcesy w pierwszej linii leczenia, choć fundamentalne, zmieniają reguły gry, gdy szpiczak wraca. Komórki nowotworowe, które miały już kontakt z nowoczesnymi lekami, mogą stać się na nie oporne. Dlatego w momencie nawrotu kluczowe staje się znalezienie nowego punktu uchwytu. Dlatego lekarze zwracają dziś uwagę na BCMA — antygen dojrzewania limfocytów B.
W strategiach od drugiej linii leczenia eksperci wymieniają dwa przełomowe rozwiązania. Pierwsze to schematy oparte na belantamabie mafadotyny — leku celowanym, który łączy przeciwciało monoklonalne z toksyną komórkową. Skuteczność tego podejścia oceniano w badaniach klinicznych DREAMM-7 oraz DREAMM-8.
– Mamy dwie opcje, które mogą być z powodzeniem zastosowane od drugiej linii – wyjaśnia prof. Dominik Dytfeld, prezes Polskiego Konsorcjum Szpiczakowego. – To terapie zawierające belantamab mafadotyny, czyli połączenie przeciwciała monoklonalnego skierowanego przeciwko antygenowi BCMA z toksyną komórkową. Pierwszy schemat został zarejestrowany dzięki badaniu DREAMM-7: belantamab, bortezomib i deksametazon. Drugi — na podstawie badania DREAMM-8: belantamab, pomalidomid i deksametazon. Ten drugi jest szczególnie ważny dla pacjentów opornych na lenalidomid i wydaje mi się, że będzie częściej wykorzystywany. Obie terapie są w trakcie procesu refundacyjnego. Mamy nadzieję, że już latem tego roku będziemy mogli je wykorzystywać.
Drugim przełomowym kierunkiem jest technologia CAR-T, również wycelowana w antygen BCMA. To inna filozofia leczenia — zamiast przewlekłego przyjmowania leków i regularnych wizyt w szpitalu pacjentowi podaje się jednorazowo jego własne, zmodyfikowane komórki odpornościowe.
– To bardzo skuteczna terapia CAR-T, zarejestrowana do stosowania od drugiej linii leczenia – zaznacza prof. Dytfeld. – Co bardzo istotne, jest podawana tylko jeden raz. Pacjent nie musi dostawać innych terapii, nie musi przyjeżdżać do ośrodka, jest wolny od leczenia.
Eksperci mocno akcentują, że te innowacje nie powinny ze sobą konkurować. Kluczem jest personalizacja: dopasowanie terapii do dynamiki choroby, stanu zdrowia, wcześniejszego leczenia i preferencji samego pacjenta.
Funkcjonalne wyleczenie — cel, który przestaje być mitem
Współczesna medycyna zmienia nie tylko rokowania, ale i język, jakim opisuje się szpiczaka. Słowo „wyrok” coraz częściej ustępuje określeniu „choroba przewlekła”, nad którą kontrolę można sprawować przez długie lata. Co więcej, u części chorych lekarze zaczynają mówić o tzw. funkcjonalnym wyleczeniu.
– Szpiczak plazmocytowy staje się chorobą przewlekłą – potwierdza prof. Krzysztof Jamroziak, wiceprezes Polskiego Konsorcjum Szpiczakowego. – W przypadku wielu pacjentów możemy już mówić nawet o tzw. funkcjonalnym wyleczeniu, czyli o przeżyciu pięciu lat bez wykrywalnej choroby resztkowej. To jest możliwe dzięki optymalnemu leczeniu już od pierwszych linii, ponieważ później choroba coraz szybciej nawraca, mimo stosowania bardzo skutecznych leków. Dlatego tak bardzo zależy nam na stosowaniu najskuteczniejszych terapii już od pierwszych linii.
Dlatego w szpiczaku tak ważne jest, by po najskuteczniejsze leczenie sięgać jak najwcześniej — zanim choroba stanie się bardziej oporna, a kolejne nawroty dodatkowo osłabią pacjenta.
Zobacz: Nowe szanse w leczeniu szpiczaka plazmocytowego. Relacja z debaty „Priorytety zdrowotne”
Twarde dane z polskich szpitali. Refundacja to inwestycja, która działa
Innowacyjne terapie generują koszty, ale ich realną wartość należy oceniać szerzej — przez pryzmat uratowanych lat życia, mniejszej liczby hospitalizacji, szansy na powrót chorych do aktywności i mniejszego obciążenia opiekunów. Efekty decyzji systemowych widać w raporcie „NFZ o zdrowiu. Szpiczak plazmocytowy. Analiza programu lekowego B.54”.
Pisaliśmy o tym tu: Raport NFZ o leczeniu szpiczaka plazmocytowego w programie lekowym B.54
– Raport to przykład bardzo dobrej współpracy PTHiT z NFZ, już po raz drugi, ponieważ pierwszy wspólny raport przygotowaliśmy w 2019 roku – mówi prof. Giannopoulos. – Obydwa bazują na danych NFZ i pokazują faktyczną skuteczność leczenia.
Najbardziej widoczna zmiana dotyczy pacjentów, którzy z racji wieku lub obciążeń zdrowotnych nie mogli przejść autologicznego przeszczepienia szpiku. Dawniej ich rokowania były bardzo niekorzystne. Dziś nowoczesna farmakoterapia może te różnice zmniejszać.
– W 2019 roku mediana przeżycia chorych niekwalifikujących się do przeszczepienia autologicznego szpiku wynosiła dwa lata – przypomina prof. Giannopoulos. – To były dramatyczne dane; mocno odstawaliśmy w stosunku do krajów Europy Zachodniej czy Stanów. Nowy raport, przygotowany już w czasie, gdy mamy nowe opcje leczenia, pokazuje, że mediana przeżycia chorych niekwalifikujących się do przeszczepienia szpiku, czyli tych „trudniejszych”, jest zbliżona do mediany przeżycia pacjentów leczonych za pomocą przeszczepienia szpiku. To pokazuje, że skuteczna farmakoterapia może odwracać niekorzystne rokowanie związane z czynnikami ryzyka u pacjenta. Nie ma już dramatycznej sytuacji, w której ci, których nie zakwalifikujemy do przeszczepienia, będą bardzo źle rokowali. Decyzje płatnika dają efekt i powinny stymulować Ministerstwo Zdrowia do kolejnych decyzji refundacyjnych, bo to ma sens.
Chłoniaki agresywne: ważna decyzja z kwietnia 2026 roku
Postęp nie omija innych obszarów hematoonkologii. Dużym krokiem naprzód dla polskich pacjentów z chłoniakami agresywnymi jest decyzja refundacyjna, która weszła w życie 1 kwietnia 2026 roku. Umożliwia ona zastosowanie zaawansowanej terapii komórkowej CAR-T już w drugiej linii leczenia.
– Terapie CAR-T są już wykorzystywane w Polsce w leczeniu chłoniaków agresywnych i ostrej białaczki limfoblastycznej – podsumowuje prof. Krzysztof Giannopoulos. – Do tej pory jednak terapia CAR-T w przypadku chłoniaków była zarezerwowana dla pacjentów kwalifikujących się do przeszczepienia szpiku, od trzeciej linii leczenia. Terapia, która teraz została objęta refundacją, jest bardzo dobrze tolerowana, dlatego będzie mogła być stosowana już od drugiej linii, także u pacjentów niekwalifikujących się do przeszczepienia szpiku. Mamy więc trzecią terapię CAR-T w chłoniakach agresywnych, rozszerzenie na pacjentów niekwalifikujących się do przeszczepienia szpiku i rozszerzenie dostępności już od drugiej linii leczenia. A wiemy, że wcześniejsze podanie jest skuteczniejsze. To bardzo dobra decyzja refundacyjna. Teraz czekamy na kolejne, gdyż pojawia się potrzeba stosowania terapii CAR-T także w chłoniakach indolentnych. Gdy choroba przyspiesza, staje się bardzo trudna do leczenia. Dwa takie produkty są w procesach refundacyjnych.
Chłoniak z komórek płaszcza: zatrzymać chorobę na starcie
Chłoniak z komórek płaszcza to rzadki i często agresywny nowotwór układu chłonnego. Tutaj, podobnie jak w szpiczaku, zbyt mało skuteczne leczenie na początku może dać chorobie przestrzeń do szybkiego powrotu i rozwinięcia oporności. Lekarze czekają na zmianę w pierwszej linii pod postacią leków celowanych — inhibitorów kinazy Brutona (BTK).
– Kluczowa jest pierwsza linia – alarmuje prof. Krzysztof Jamroziak. – Jeżeli tu nie będziemy leczyć bardzo skutecznie, to później choroba może mieć bardzo szybki, agresywny przebieg. Zmiana, na którą oczekujemy w pierwszej linii, to wprowadzenie leku celowanego: inhibitora kinazy Brutona.
W praktyce klinicznej lekarze chcą stosować ibrutynib u pacjentów młodszych, kwalifikujących się do transplantacji szpiku, oraz akalabrutynib u chorych starszych. Ta druga grupa to pacjenci powyżej 65. roku życia, często obciążeni kardiologicznie, dla których toksyczność standardowego leczenia bywa szczególnie istotnym ograniczeniem.
– To bardzo trudna populacja chorych – dodaje prof. Jamroziak. – Duże badanie randomizowane wykazało, że dołączenie akalabrutynibu, czyli inhibitora kinazy Brutona drugiej generacji, obniża ryzyko progresji choroby i zgonu u tych pacjentów o ok. 30 proc. Lek jest tak samo skuteczny jak ibrutynib, ale istotnie mniej toksyczny, i to w zakresie toksyczności bardzo ważnych dla pacjentów starszych, przede wszystkim powikłań kardiologicznych, takich jak migotanie przedsionków czy nadciśnienie.
Z kolei w przypadku nawrotu choroby nadzieją staje się pirtobrutynib — inhibitor trzeciej generacji, który może działać także wtedy, gdy wcześniejsze inhibitory BTK zawiodły. Prof. Krzysztof Giannopoulos zwraca uwagę na jeszcze jeden atut: – Jest to lek doustny, dobrze tolerowany, dlatego z czasem byłaby możliwość jego stosowania także w ramach Ambulatoryjnej Opieki Specjalistycznej, co jest bardzo istotne z powodu dużego obłożenia ośrodków hematologicznych.
Przewlekła białaczka limfocytowa: leczenie szyte na miarę i komfort przerwy od terapii
W przewlekłej białaczce limfocytowej (PBL) — najczęstszym nowotworze krwi — kluczem do sukcesu jest elastyczność. Nie każdy pacjent musi od razu przyjmować leki, a gdy terapia staje się konieczna, lekarze mogą wybierać między leczeniem ciągłym a nowoczesnymi terapiami ograniczonymi w czasie.
Prof. Giannopoulos przytacza przełomowe dane z konferencji Amerykańskiego Towarzystwa Hematologów (ASH): – Przedstawiono przełomowe wyniki badania porównującego skuteczność terapii ciągłej z terapią ograniczoną w czasie. W okresie trzyletniej obserwacji nie wykazano przewagi terapii ciągłej. Oczywiście u pacjentów wysokiego ryzyka terapie podawane w sposób ciągły mają swoje miejsce, jednak większości chorych można zaproponować terapię ograniczoną w czasie. Po 12 lub 24 miesiącach kończymy leczenie. To korzyść dla pacjenta, ponieważ będzie miał przerwę w leczeniu, często wieloletnią. Przerwa oznacza też krótszą ekspozycję na ewentualne działania niepożądane.
Takie podejście chroni nie tylko zdrowie pacjenta, ale i wydolność systemu ochrony zdrowia. Hematologów brakuje, a terapie oparte na dwóch lekach doustnych pozwalają prowadzić pacjenta bezpiecznie w trybie ambulatoryjnym.
Są jednak wyjątki. Pacjenci z grupy wysokiego ryzyka, m.in. z zaburzeniami w genie TP53, mogą wymagać leczenia ciągłego. Dla nich optymalnym wyborem może być zanubrutynib — inhibitor BTK drugiej generacji w wygodnej formie doustnej.
Najtrudniejsza sytuacja pojawia się wtedy, gdy pacjent przestaje odpowiadać zarówno na inhibitory BTK, jak i na leki z grupy antagonistów BCL-2, takie jak wenetoklaks. Tacy „podwójnie oporni” chorzy mają bardzo ograniczone możliwości dalszego leczenia. Ratunkiem dla nich mogłaby być refundacja pirtobrutynibu od drugiej linii leczenia. Cofanie się do klasycznej immunochemioterapii w ich przypadku nie jest dobrym rozwiązaniem — przynosi minimalną skuteczność, jeśli w ogóle, przy dużej toksyczności.
Przeczytaj: Prof. Grzegorz Basak o terapii CAR-T: przełomowe leczenie i bariery refundacyjne
Ostra białaczka szpikowa i powikłania potransplantacyjne: wyzwania najwyższej wagi
Ostra białaczka szpikowa (AML) pozostaje jednym z najtrudniejszych wyzwań w hematologii — chorobą, która bez leczenia może doprowadzić do śmierci w ciągu kilku tygodni. U blisko jednej trzeciej chorych diagnozuje się mutację w genie FLT3, która zwiększa ryzyko nawrotu choroby. Szczególnie niebezpieczny jest czas po allogenicznym przeszczepieniu szpiku. To wtedy pacjent potrzebuje nowoczesnego leczenia konsolidującego, czyli podtrzymującego, z wykorzystaniem inhibitorów FLT3.
– Ostre białaczki szpikowe to dziś największe wyzwanie w hematologii – przyznaje otwarcie prof. Giannopoulos. – Dopiero w ostatnim roku w rejestrach amerykańskich pięcioletnie przeżycie przekroczyło 30 proc. W ostatnich latach pojawiły się nowe leki celowane, również inhibitory FLT3. Na pewno grupa chorych po przeszczepieniu szpiku, kwalifikujących się do leczenia konsolidującego, wymaga podjęcia decyzji refundacyjnej. Leczenie ostrej białaczki szpikowej będzie się zmieniało. Widzimy rozwój terapii celowanych, jest kilka rejestracji z ostatnich lat, które zmieniają rokowanie pacjentów. Mamy nadzieję, że dramatyczne statystyki poprawią się.
Medycyna musi radzić sobie także z powikłaniami po leczeniu ratującym życie. Jednym z najtrudniejszych jest przewlekła choroba przeszczep przeciw gospodarzowi (cGvHD), w której układ odpornościowy dawcy atakuje tkanki biorcy: od skóry, przez oczy i wątrobę, aż po płuca. Choć istnieją już terapie, nie pomagają one wszystkim pacjentom. Potrzeba nowych opcji terapeutycznych w tym obszarze pozostaje istotna, bo skuteczna hematoonkologia musi dbać o pacjenta także po opanowaniu samego nowotworu.
Codzienność z chorobą przewlekłą. Pacjent w centrum uwagi
Nowoczesna hematoonkologia redefiniuje pojęcie sukcesu terapeutycznego. Liczy się nie tylko to, ile lat zyska pacjent, ale także jak te lata przeżyje. Długotrwałe leczenie szpiczaka wiąże się z dużym obciążeniem logistycznym i emocjonalnym dla całej rodziny — dojazdami do ośrodków, hospitalizacjami i obawą przed działaniami niepożądanymi leczenia.
Barbara Leonardi z Fundacji Carita, pełniąca również funkcję prezesa Myeloma Patients Europe, zwraca uwagę na koszty społeczne i ekonomiczne, jakie niesie ze sobą stosowanie starszych, mniej efektywnych terapii: – Warto policzyć, ile państwo traci na tym, że część terapii pozostaje suboptymalna i pacjenci nie otrzymują najskuteczniejszych leków. Słowacki ekonomista i ekspert zdrowia publicznego, profesor Robert Babela, obliczył koszty nieefektywnego leczenia dla Słowacji, Chorwacji i Węgier. Chcielibyśmy, żeby takie koszty policzył też dla Polski. To koszty zwolnień lekarskich, rent, przedwczesnych zgonów. Są też koszty ponoszone przez opiekunów, którzy często muszą zrezygnować z pracy.
Z raportów pacjenckich płynie wniosek: pacjenci chcą leczyć się nowocześnie, ale możliwie blisko domu. Dla wielu szczególnie ważne są terapie doustne lub podskórne, które chory — po odpowiednim przeszkoleniu — mógłby bezpiecznie stosować samodzielnie. Jednocześnie część pacjentów wciąż woli poczucie bezpieczeństwa, jakie daje stała obecność personelu medycznego. Dlatego fundamentem staje się dziś partnerski dialog.
– Jestem przyzwyczajony do tego, że rozmawiamy po partnersku, i tak moi pacjenci ze mną rozmawiają – przyznaje prof. Giannopoulos. – Do tej pory nie było jednak zbyt wielu opcji leczenia; teraz to się zmienia. Oczywiście pacjenci muszą być świadomi i wyedukowani, a to ogromna rola organizacji pacjentów. My lubimy pracować ze świadomym pacjentem.
Poza schematem leczenia: wsparcie, dieta i psychika
Samo podanie innowacyjnego leku to dopiero część drogi. Pacjent hematoonkologiczny potrzebuje kompleksowego wsparcia — od precyzyjnej diagnostyki i monitorowania choroby resztkowej, przez rehabilitację, aż po opiekę psychologiczną i dietetyczną. Lukę systemową w tych obszarach od lat starają się wypełniać organizacje pacjenckie.
– Bardzo ważna jest podmiotowość pacjenta – podkreśla Aleksandra Rudnicka, przewodnicząca Prezydium All.Can Polska. – Powinien on wiedzieć, jak może być leczony. Konieczne są konsultacje z lekarzem, konsylia. Pacjent powinien być świadomy, dlaczego ma taką, a nie inną drogę leczenia.
Znaczenie działań wykraczających poza standardowe procedury medyczne potwierdza Monika Mizerska-Gryko z Fundacji DKMS: – Chociaż jesteśmy ośrodkiem dawców szpiku, a w naszej bazie jest zarejestrowanych już ponad 2,2 mln potencjalnych dawców, nie ograniczamy się tylko do tej działalności. W 2024 roku uruchomiliśmy bezpłatną poradnię żywieniową dla pacjentów hematologicznych. Z badania, które niedawno przeprowadziliśmy wśród organizacji hematologicznych, wynika, że ponad 80 proc. z nich zapewnia pacjentom pomoc psychologiczną. Niezależnie od innowacyjnych terapii, które są potrzebne, ważna jest jakość życia pacjenta. Mamy nadzieję, że system ochrony zdrowia zobaczy także te obszary i wypełni luki.
Zdrowie to fundament bezpieczeństwa państwa
Inwestycja w nowoczesną hematoonkologię przynosi konkretne skutki. Każda dobrze przemyślana decyzja o refundacji skutecznego leku może wrócić do społeczeństwa w postaci uratowanych lat życia, powrotów do pracy i odciążenia bliskich.
Na koniec dyskusji mocne i osobiste podsumowanie przedstawił senator gen. Mieczysław Różański, który sam chorował na szpiczaka plazmocytowego: – W ostatnim czasie bardzo dużo mówi się o bezpieczeństwie militarnym, zakupach uzbrojenia i nowoczesnych systemach, które będą wprowadzane do Polskich Sił Zbrojnych. Jednak najbardziej zaawansowane technologie nie mają racji bytu bez społeczeństwa, które będzie tymi systemami dysponowało. Dlatego na bezpieczeństwo należy patrzeć nie tylko przez pryzmat uzbrojenia. Kwestia bezpieczeństwa zdrowotnego ma istotny wpływ na odporność państwa. Muszą to zrozumieć wszyscy politycy.
Senator Różański podzielił się także osobistym doświadczeniem, które pokazuje, jak duży skok dokonał się w medycynie: – Gdy w 2021 roku zachorowałem na szpiczaka, czytałem o prognozach swojego przeżycia. Ja już tę barierę lat przekroczyłem, co również pokazuje, jak obecne leczenie się rozwija, jak jest skuteczne i jak bardzo warto w nie inwestować.
Współczesna hematoonkologia udowadnia, że innowacyjne leczenie nie jest abstrakcyjnym pojęciem z pogranicza nauki i statystyki. To darowany czas: miesiące i lata życia, powrót do pasji, możliwość bycia z rodziną i większa samodzielność. W chorobach takich jak szpiczak plazmocytowy, gdzie leczenie trwa latami, podanie odpowiedniego leku we właściwym momencie może decydować o całej dalszej ścieżce pacjenta.
Krajowa Sieć Hematologiczna nabiera kształtu. Nowy model opieki ma zacząć się od drogi pacjenta
Eksperci: wyłączenie szpitalne może zwiększyć dostęp pacjentów do terapii CAR-T
Źródło: Tekst opracowano na podstawie komunikatu prasowego Fundacji Carita im. Wiesławy Adamiec.
• Artykuł zaktualizowano:















Zostaw odpowiedź