Pacjent ma rozrusznik serca albo kardiowerter-defibrylator, a potem słyszy diagnozę nowotworu i musi rozpocząć radioterapię. Jeszcze niedawno taka sytuacja mogła budzić sporo obaw, bo wszczepione urządzenie kojarzono z ograniczeniami w leczeniu i diagnostyce. Dziś podejście jest inne. Sam rozrusznik czy defibrylator nie oznacza, że trzeba zrezygnować z radioterapii albo rezonansu magnetycznego. Potrzebna jest jednak dobra kwalifikacja, ocena ryzyka i współpraca kilku specjalistów.
Takie podejście opisuje zaktualizowane stanowisko polskich ekspertów opublikowane 13 sierpnia 2026 roku w „Polish Heart Journal”. Dokument dotyczy pacjentów z wszczepialnymi urządzeniami elektronicznymi serca, czyli tzw. CIED, którzy wymagają radioterapii z powodu choroby nowotworowej albo badania rezonansem magnetycznym.
W przygotowaniu zaleceń uczestniczyli eksperci Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, Polskiego Towarzystwa Radioterapii Onkologicznej oraz Polskiego Lekarskiego Towarzystwa Radiologicznego. Wśród autorów znaleźli się także przedstawiciele Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej – prof. Sebastian Szmit i prof. Maciej Krzakowski.
Coraz więcej pacjentów wymaga jednocześnie opieki onkologicznej i kardiologicznej
W Polsce żyje około 500 tys. osób z wszczepionymi urządzeniami kardiologicznymi. Jednocześnie każdego roku rozpoznaje się około 190 tys. nowych zachorowań na nowotwory. Oznacza to, że lekarze coraz częściej spotykają pacjenta, który z jednej strony wymaga leczenia przeciwnowotworowego, a z drugiej ma już za sobą leczenie kardiologiczne i korzysta z rozrusznika, kardiowertera-defibrylatora lub innego urządzenia wspomagającego pracę serca. Właśnie w takich sytuacjach znaczenie ma to, jaki dokładnie sprzęt został wszczepiony, czy pacjent jest od niego zależny, gdzie urządzenie się znajduje i jakiego leczenia onkologicznego potrzebuje.
Radioterapia jest możliwa, ale wymaga przygotowania
Radioterapia wykorzystuje promieniowanie jonizujące. Teoretycznie może ono wpływać na działanie elektroniki rozrusznika lub defibrylatora. Nie każdy pacjent z takim urządzeniem jest automatycznie dyskwalifikowany z leczenia. Ryzyko zależy od kilku elementów. Ważne jest między innymi położenie urządzenia względem obszaru, który ma być napromieniany, rodzaj zastosowanej radioterapii, energia promieniowania oraz to, czy chory jest całkowicie zależny od pracy rozrusznika.
Dlatego przed rozpoczęciem leczenia trzeba dokładnie sprawdzić urządzenie i zaplanować radioterapię w taki sposób, aby ograniczyć ryzyko zakłóceń jego pracy. Może to oznaczać dodatkową konsultację kardiologiczną lub elektrofizjologiczną, kontrolę urządzenia przed rozpoczęciem radioterapii, a u części pacjentów także większy nadzór w trakcie leczenia. Nie chodzi więc o to, żeby z radioterapii rezygnować, ale o to, żeby przeprowadzić ją świadomie i bezpiecznie.
Nie każdy pacjent z rozrusznikiem ma takie samo ryzyko. Bo dwa pozornie podobne przypadki mogą w rzeczywistości znacznie się różnić. U jednego chorego urządzenie może znajdować się daleko od pola napromieniania, a jego serce może pracować samodzielnie przez większość czasu. U innego pacjent może być całkowicie zależny od stymulacji, a obszar wymagający radioterapii może znajdować się blisko wszczepionego urządzenia. Dlatego w nowych zaleceniach tak duże znaczenie ma indywidualna ocena ryzyka. Samo stwierdzenie „pacjent ma rozrusznik” niewiele jeszcze mówi o tym, jak należy prowadzić leczenie.
Z wcześniejszych międzynarodowych zaleceń i badań wynika, że szczególnej ostrożności wymagają sytuacje, w których stosuje się wysokoenergetyczne promieniowanie mogące prowadzić do powstawania neutronów. To właśnie wtedy ryzyko zakłócenia działania urządzenia może być większe. Takie zdarzenia nadal nie są częste, ale nie można ich lekceważyć, zwłaszcza u pacjentów, których prawidłowa praca serca zależy od stymulatora.
Rezonans magnetyczny także nie musi być wykluczony
Podobnie zmieniło się podejście do rezonansu magnetycznego. Przez wiele lat pacjenci z rozrusznikami słyszeli, że MRI jest dla nich przeciwwskazany. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Wiele nowoczesnych urządzeń jest przystosowanych do wykonywania rezonansu pod określonymi warunkami.
Także część pacjentów ze starszymi systemami może mieć wykonane badanie, jeśli zostaną odpowiednio zakwalifikowani i przygotowani. Tu również nie wystarczy jednak informacja, że pacjent „ma rozrusznik”. Potrzebna jest wiedza o konkretnym modelu urządzenia i elektrodach, które zostały wszczepione. Dopiero wtedy można ocenić, czy badanie jest możliwe i na jakich zasadach powinno się odbyć.
Rezonans magnetyczny odgrywa dużą rolę w diagnostyce wielu nowotworów, ocenie zaawansowania choroby i kontroli efektów leczenia. Rezygnacja z MRI wyłącznie dlatego, że pacjent ma wszczepione urządzenie, może więc ograniczać dostęp do potrzebnej diagnostyki.
Wspólny plan leczenia
Nowe stanowisko pokazuje, jak bardzo zmienia się współczesna onkologia. Leczenia pacjenta nie da się już zawsze prowadzić w granicach jednej specjalizacji. Radioterapeuta musi wiedzieć, jaki sprzęt ma wszczepiony pacjent i jak jego obecność wpływa na plan napromieniania. Kardiolog powinien ocenić urządzenie i sprawdzić, czy chory jest od niego zależny. Elektrofizjolog może być potrzebny do odpowiedniego zaprogramowania urządzenia. Radiolog z kolei musi wiedzieć, czy i na jakich warunkach można wykonać rezonans. Właśnie dlatego w przygotowaniu dokumentu uczestniczyli specjaliści z kilku dziedzin.
Jeśli pacjent ma rozrusznik, kardiowerter-defibrylator lub inne wszczepialne urządzenie elektroniczne i słyszy, że potrzebuje radioterapii albo rezonansu magnetycznego, nie oznacza to automatycznie, że taka procedura jest niemożliwa. Warto poinformować lekarzy dokładnie, jakie urządzenie zostało wszczepione i – jeśli pacjent je posiada – zabrać ze sobą dokumentację urządzenia lub kartę identyfikacyjną.
Przed rozpoczęciem radioterapii może być potrzebna kontrola kardiologiczna, a samo leczenie powinno zostać zaplanowane z uwzględnieniem obecności urządzenia. Podobnie przed rezonansem konieczne może być sprawdzenie modelu rozrusznika lub defibrylatora i odpowiednie przygotowanie do badania. Najważniejsze jest więc nie to, czy pacjent ma urządzenie, ale to, jaki jest jego rodzaj, jak działa i jakiego leczenia lub badania potrzebuje chory.
Kardioonkologia 2026: jak bezpiecznie leczyć pacjentów z chorobami serca?
FAQ
Czy z rozrusznikiem można mieć radioterapię?
W wielu przypadkach tak. Decyzja zależy od rodzaju urządzenia, miejsca napromieniania, parametrów radioterapii i tego, czy pacjent jest zależny od stymulacji.
Czy radioterapia może uszkodzić rozrusznik?
Takie ryzyko istnieje, dlatego urządzenie powinno zostać ocenione przed leczeniem, a radioterapia odpowiednio zaplanowana. Zakłócenia pracy nowoczesnych urządzeń nie są częste, ale wymagają uwzględnienia.
Czy z rozrusznikiem można zrobić rezonans magnetyczny?
W wielu przypadkach tak. Wiele współczesnych urządzeń jest przystosowanych do MRI, a część starszych systemów również może pozwalać na wykonanie badania po odpowiedniej kwalifikacji.
Co trzeba zabrać przed rezonansem lub radioterapią?
Jeśli pacjent ma kartę identyfikacyjną urządzenia lub dokumentację dotyczącą modelu rozrusznika, defibrylatora i elektrod, warto mieć ją ze sobą.
Czy rozrusznik trzeba przed radioterapią usunąć albo przełożyć?
Nie jest to standardowe postępowanie. Takie decyzje rozważa się tylko w wybranych przypadkach.
Źródła: Tajstra M., Klotzka A., Dyrbuś M. i wsp., Patients with cardiac implantable electronic devices undergoing radiation therapy for cancer or magnetic resonance imaging, „Polish Heart Journal”, 13 sierpnia 2026 r., DOI: 10.33963/v.phj.113981, PMID: 42590958.
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/42590958/
Materiały Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej dotyczące publikacji stanowiska.
Wytyczne European Society of Cardiology dotyczące kardioonkologii i postępowania u pacjentów z wszczepialnymi urządzeniami elektronicznymi serca.
Czytaj także:
Jak chronić serce podczas leczenia onkologicznego?
Radioterapia nowotworów – co warto wiedzieć przed leczeniem?
• Artykuł zaktualizowano:
















Zostaw odpowiedź