W połowie lat 90. pięć lat od rozpoznania nowotworu przeżywało względnie 63 proc. pacjentów w Stanach Zjednoczonych. Dziś jest to 70 proc. Jeszcze większa zmiana dokonała się w chorobie przerzutowej: pięcioletnie przeżycie wzrosło z 17 do 35 proc. Dane American Cancer Society nie opisują jednak prostego marszu w stronę coraz lepszych wyników. W 2026 r. w USA ma zostać rozpoznanych ponad 2,1 mln nowych nowotworów, a 626 tys. osób umrze z ich powodu. Rośnie zachorowalność na część najczęstszych nowotworów, w tym raka piersi i prostaty. Rak płuca, mimo wyraźnej poprawy wyników leczenia, nadal odpowiada za więcej zgonów niż rak jelita grubego i trzustki razem.
Coraz więcej chorych żyje długo po diagnozie nowotworu. Dane American Cancer Society pokazują skalę zmiany
Ponad 2,1 mln nowych rozpoznań nowotworów i ponad 626 tys. zgonów – tak ma wyglądać rok 2026 w amerykańskiej onkologii. W statystykach oznacza to około 5800 nowych diagnoz i 1720 zgonów każdego dnia. Gdyby spojrzeć wyłącznie na te liczby, trudno byłoby mówić o sukcesie. Tymczasem w tym samym raporcie American Cancer Society znajduje się informacja, że wśród osób, u których nowotwór rozpoznano w latach 2015–2021, pięcioletnie przeżycie względne dla wszystkich chorób nowotworowych łącznie osiągnęło 70 proc. W połowie lat 90. było to 63 proc. Jeszcze większą zmianę widać w chorobie zaawansowanej. Przy nowotworach obejmujących regionalne węzły chłonne lub okoliczne struktury pięcioletnie przeżycie wzrosło z 54 do 69 proc., a w nowotworach z przerzutami odległymi – z 17 do 35 proc.
Przez lata poprawa statystyk przeżycia była silnie związana z wcześniejszym wykrywaniem choroby – im wcześniej rozpoznany nowotwór, tym większa szansa na leczenie radykalne. Ten mechanizm nadal pozostaje fundamentalny, ale dane ACS pokazują, że postęp coraz wyraźniej obejmuje również pacjentów, u których choroby nie udało się wykryć wcześnie. Zaawansowany rak nadal pozostaje trudny w leczeniu, ale pięcioletnie przeżycie chorych z przerzutami jest dziś ponad dwukrotnie wyższe niż w połowie lat 90.
Podawane w raporcie 70 proc. oznacza pięcioletnie przeżycie względne. ACS analizuje przeżycie względne, a nie prosty odsetek pacjentów pozostających przy życiu po pięciu latach. Wskaźnik zestawia obserwowane przeżycie osób z nowotworem z oczekiwanym przeżyciem porównywalnych osób w populacji ogólnej, uwzględniając między innymi wiek, płeć, rok rozpoznania czy czynniki demograficzne. Dzięki temu pozwala lepiej oceniać nadmierną umieralność związaną z chorobą nowotworową. Nie należy go utożsamiać ani z odsetkiem osób „wyleczonych”, ani z prognozą dla konkretnego pacjenta.
W szpiczaku pięcioletnie przeżycie wzrosło z 32 do 62 proc. W przerzutowym czerniaku z 16 do 35 proc., a w raku płuca z przerzutami z 2 do 10 proc.
Największy postęp widać tam, gdzie dawniej rokowanie było szczególnie złe
Średnia dla wszystkich nowotworów nie oddaje skali zmian w poszczególnych chorobach. Autorzy raportu zwracają uwagę, że największe przyrosty przeżywalności wystąpiły właśnie w części nowotworów o dużej śmiertelności oraz w chorobie zaawansowanej.
W szpiczaku plazmocytowym pięcioletnie przeżycie wzrosło z 32 do 62 proc; w połowie lat 90. pięcioletnie przeżycie względne wynosiło 32 proc.; dla pacjentów diagnozowanych w latach 2015–2021 sięgnęło 62 proc. Podobny kierunek, choć z innych poziomów wyjściowych, widać w raku wątroby – wzrost z 7 do 22 proc. – oraz w przerzutowym czerniaku, gdzie pięcioletnie przeżycie zwiększyło się z 16 do 35 proc. W przerzutowym raku odbytnicy wskaźnik wzrósł z 8 do 18 proc.
Szpiczak plazmocytowy: jak zmienia się leczenie i dostęp do nowych terapii
Szpiczak w Polsce: ilu pacjentów leczy się w programie B.54 i jak zmieniają się terapie
W czerniaku poprawę widać także w statystykach umieralności. Po około dwóch dekadach względnie stabilnej śmiertelności umieralność z powodu czerniaka spadała w latach 2013–2017 o niemal 6 proc. rocznie. Autorzy publikacji wiążą tę zmianę z przełomem terapeutycznym w leczeniu choroby przerzutowej. Później tempo spadku wyhamowało, ale umieralność w latach 2017–2023 nadal zmniejszała się o około 1,2 proc. rocznie. Jest to jeden z przykładów pokazujących, jak efekty nowych metod leczenia mogą z czasem stać się widoczne nie tylko w badaniach klinicznych, lecz także w statystykach całej populacji.
Czerniak: dlaczego wczesne wykrycie i nowe terapie zmieniły rokowanie chorych
Jak dziś leczy się zaawansowanego czerniaka? Program lekowy B.59
Podobną rozbieżność między zachorowalnością a umieralnością ACS odnotowuje także w przypadku białaczek, raka nerki, raka prostaty i raka piersi. Spadek liczby zgonów nie musi oznaczać spadku zachorowalności. To może oznaczać, że większa część chorych przeżywa dzięki wcześniejszemu wykrywaniu choroby lub skuteczniejszemu leczeniu. W przypadku raka jajnika autorzy zwracają uwagę, że umieralność w ostatniej dekadzie zmniejszała się szybciej niż zachorowalność. Zmieniła się także struktura stadium rozpoznania: udział nowotworów jajnika wykrywanych z przerzutami odległymi spadł z 57 proc. około dekadę wcześniej do 49 proc. w latach 2018–2022.
Liczba rozpoznań może rosnąć, podczas gdy umieralność z powodu tego samego nowotworu spada. W innych chorobach oba wskaźniki mogą pozostawać wysokie. Dopiero zestawienie zachorowalności, stadium rozpoznania, przeżywalności i umieralności pozwala zobaczyć, czy poprawa wynika przede wszystkim z profilaktyki, wcześniejszej diagnostyki, skuteczniejszego leczenia czy z połączenia tych elementów.
W raku płuca poprawa wyników jest wyraźna, ale punkt wyjścia pozostaje bardzo niekorzystny. Pięcioletnie przeżycie względne dla choroby regionalnie zaawansowanej wzrosło z 20 do 37 proc., natomiast dla raka płuca z przerzutami odległymi – z 2 do 10 proc. W wartościach względnych jest to bardzo duża zmiana, szczególnie w stadium przerzutowym. W wartościach bezwzględnych rokowanie nadal jednak pozostaje bardzo trudne: po pięciu latach od rozpoznania choroby przerzutowej żyje względnie około jedna na dziesięć osób. Mimo poprawy wyników leczenia rak płuca pozostaje najczęstszą onkologiczną przyczyną zgonu w USA.
W 2026 r. ACS przewiduje około 229 410 nowych przypadków raka płuca i oskrzela oraz 124 990 zgonów. Dla porównania, z powodu raka jelita grubego i odbytnicy prognozowanych jest 55 230 zgonów, a z powodu raka trzustki 52 740. Razem to mniej niż liczba zgonów przypisywana samemu rakowi płuca. Jednocześnie zachorowalność na raka płuca spada – w latach 2019–2022 o około 3,3 proc. rocznie w całej populacji, przy czym u mężczyzn spadek był szybszy niż u kobiet. Ten kierunek jest w dużej mierze powiązany z długotrwałym ograniczaniem palenia tytoniu: raport przypomina, że zdecydowana większość raków płuca u kobiet i mężczyzn jest związana z paleniem papierosów.
Z kolei w czerniaku zachorowalność rośnie, ale nowe możliwości leczenia przełożyły się na spadek śmiertelności. W raku płuca poprawa wynika z nakładających się procesów: spadku ekspozycji na najważniejszy czynnik ryzyka, możliwości wcześniejszego wykrywania oraz coraz skuteczniejszego leczenia.
Mniej zgonów nie oznacza mniej nowotworów
4,8 mln – tyle zgonów z powodu nowotworów – według oszacowania ACS – nie wystąpiło w Stanach Zjednoczonych od początku lat 90. do 2023 r. dzięki temu, że współczynniki umieralności systematycznie się obniżały. Autorzy obliczyli tę wartość, porównując rzeczywistą liczbę zgonów z liczbą, której można byłoby oczekiwać, gdyby umieralność pozostała na najwyższym poziomie obserwowanym na początku lat 90.
ACS wskazuje na trzy główne powody: ograniczenie palenia papierosów, wcześniejsze wykrywanie nowotworów i poprawę leczenia.
Zachorowalność nie podąża za umieralnością w jednym kierunku. U mężczyzn ogólny współczynnik zachorowalności po wcześniejszych dużych wahaniach pozostawał w ostatnich latach zasadniczo stabilny – około 500 przypadków na 100 tys. mężczyzn. U kobiet sytuacja wygląda inaczej: zachorowalność stopniowo rosła i w 2022 r. sięgała około 445 przypadków na 100 tys. kobiet. W efekcie historyczna różnica między płciami wyraźnie się zmniejszyła. W 1992 r., gdy wykrywanie raka prostaty gwałtownie wzrosło wraz z rozpowszechnieniem testów PSA, zachorowalność u mężczyzn była około 1,6 raza większa niż u kobiet. W 2022 r. stosunek ten wynosił już około 1,1.
Wśród kobiet szczególnie istotny jest rak piersi. W latach 2016–2022 jego zachorowalność rosła średnio o 1,2 proc. rocznie. Tymczasem umieralność długoterminowo spada. Czyli coraz więcej rozpoznań nie przekłada się automatycznie na większą liczbę zgonów.
U mężczyzn bardzo interesująca jest zmiana dotycząca raka prostaty. Na początku lat 90. gwałtowny wzrost liczby rozpoznań wiązał się z rozpowszechnieniem oznaczeń PSA. Później, wraz ze zmianami zaleceń dotyczących badań przesiewowych, zachorowalność istotnie spadła. Między 2007 a 2014 r. współczynnik zachorowalności obniżył się o prawie 40 proc., głównie wskutek mniejszej liczby rozpoznań choroby miejscowej i często bezobjawowej. Od 2014 r. kierunek ponownie się odwrócił – zachorowalność rosła średnio o 2,9 proc. rocznie. Wzrost nie ograniczał się do wczesnych rozpoznań. Liczba przypadków w stadium regionalnym rosła o około 4,6 proc. rocznie od 2013 r., a choroby z przerzutami o około 5,6 proc. rocznie od 2011 r.
Dyskusja o raku prostaty nie sprowadza się bowiem do tego, czy wykonuje się więcej testów PSA i dlatego wykrywa więcej zmian. W amerykańskich danych wzrost obejmuje także nowotwory bardziej zaawansowane. Autorzy podkreślają przy tym, że wpływ zmian w diagnostyce, w tym szerszego stosowania rezonansu magnetycznego, na obserwowaną tendencję nie jest jednoznacznie ustalony.
Równocześnie zmniejsza się zachorowalność na raka jelita grubego i odbytnicy, choć tempo tego spadku wyhamowało. W całej populacji w latach 2017–2022 wynosiło około 0,6 proc. rocznie. Problem raka jelita grubego nie słabnie w każdej grupie wieku. Autorzy raportu zwracają uwagę na zmieniający się rozkład zachorowań i rosnące znaczenie nowotworów diagnozowanych u młodszych dorosłych.
Większość nowotworów nadal rozpoznaje się u osób starszych, ale znacząca część diagnoz przypada także na młodsze grupy wieku; nadal 60 proc. wszystkich nowotworów diagnozuje się u osób w wieku co najmniej 65 lat, ale już 28 proc. rozpoznań przypada na grupę 50–64 lata, a 12 proc. na osoby przed pięćdziesiątką. Udział młodszych pacjentów bardzo silnie zależy od rodzaju choroby. Przed 50. rokiem życia rozpoznaje się jedynie około 1 proc. raków prostaty i 2 proc. raków płuca, ale aż 17 proc. raków piersi i 47 proc. raków szyjki macicy.
Pacjent, który zachoruje w wieku 40 czy 45 lat i dzięki skutecznemu leczeniu przeżyje kolejne dekady, będzie potrzebował innego modelu opieki niż osoba diagnozowana pod koniec życia. Rosnąca przeżywalność zwiększa znaczenie monitorowania późnych następstw terapii, chorób współistniejących, ryzyka drugich nowotworów oraz funkcjonowania po zakończeniu leczenia. Sam raport ACS nie analizuje organizacji takiej opieki, ale jego dane pokazują skalę populacji, dla której będzie ona coraz ważniejsza.
Postęp nie dociera do wszystkich w takim samym stopniu
Średnia 70 proc. nie opisuje doświadczeń wszystkich grup pacjentów w jednakowym stopniu. ACS wskazuje na utrzymujące się różnice w stadium rozpoznania, dostępie do leczenia i przeżyciu.
Autorzy raportu wiążą znaczną część tych nierówności z sytuacją społeczno-ekonomiczną. Miejsce zamieszkania, poziom zamożności czy dostęp do ubezpieczenia i wysokiej jakości opieki wpływają nie tylko na możliwość otrzymania leczenia, ale już wcześniej – na ekspozycję na czynniki ryzyka, udział w profilaktyce i moment rozpoznania choroby. W raporcie przywołano badania pokazujące, że mieszkańcy historycznie marginalizowanych obszarów częściej otrzymują diagnozę na późniejszym etapie, rzadziej otrzymują zalecane leczenie i mają wyższą umieralność z powodu nowotworów.
Pandemia dodatkowo uwidoczniła znaczenie dostępu do badań. W 2020 r. obserwowana zachorowalność na nowotwory była o około 9–10 proc. niższa od oczekiwanej, przede wszystkim wskutek zakłóceń w diagnostyce chorób bezobjawowych. Z tego powodu ACS nie włącza danych z 2020 r. do niektórych analiz trendów i ryzyka życiowego. Autorzy zwracają też uwagę, że powrót do badań przesiewowych po pandemii był wolniejszy w części grup mniejszościowych. W przypadku raka jelita grubego wcześniejsze zakłócenia badań przesiewowych i leczenia mogą – według przywołanych w publikacji modeli – prowadzić do kilku tysięcy dodatkowych zgonów do 2040 r., choć wzrost wykorzystania testów wykonywanych z próbek kału może część tego efektu ograniczyć.
Jeżeli skuteczniejsze terapie istnieją, ale pacjent dociera do systemu za późno albo nie ma do nich dostępu, poprawa obserwowana na poziomie całej populacji może omijać część chorych. Dane o przeżywalności są więc nie tylko miarą możliwości współczesnej medycyny. Pośrednio pokazują również to, na ile system potrafi te możliwości wykorzystać.
Co właściwie mówi nam „70 procent”?
Siedemdziesięcioprocentowe pięcioletnie przeżycie nie oznacza, że ciężar chorób nowotworowych maleje. W 2026 r. w USA ma zostać rozpoznanych ponad 2,1 mln nowych nowotworów. Jednocześnie coraz większa część pacjentów będzie żyła przez wiele lat po diagnozie i leczeniu.
Najnowsze amerykańskie statystyki są istotne również poza Stanami Zjednoczonymi. Nie można przenosić ich wartości bezpośrednio na Polskę – różne są struktura zachorowań, organizacja badań przesiewowych, moment rozpoznania choroby i dostęp do leczenia. Pokazują jednak kierunek przemiany, z którą systemy ochrony zdrowia będą musiały się mierzyć coraz częściej: nowotwór w coraz większej liczbie przypadków nie kończy się szybkim zgonem pacjenta. Staje się chorobą, po której lub z którą żyje się przez kolejne lata.
Co to oznacza dla pacjenta?
Dane American Cancer Society pokazują przede wszystkim, że statystyki rokowania sprzed kilkunastu czy kilkudziesięciu lat coraz częściej nie opisują możliwości współczesnego leczenia. Największe zmiany dotyczą części chorób, które wcześniej wiązały się z bardzo ograniczonym przeżyciem. Rokowanie konkretnego pacjenta zależy przede wszystkim od rodzaju i biologii nowotworu, stopnia jego zaawansowania, wieku i stanu chorego oraz możliwości zastosowania odpowiedniego leczenia. Szczególne znaczenie nadal ma moment rozpoznania – mimo poprawy terapii różnica pomiędzy chorobą miejscową a przerzutową w wielu nowotworach pozostaje ogromna.
Rak płuca: wcześniejsze wykrycie coraz mocniej decyduje o szansach na skuteczne leczenie
Profilaktyka i wczesna diagnostyka nowotworów: jak wpływają na przeżywalność
FAQ – najczęściej zadawane pytania
Czy 70 proc. pięcioletniego przeżycia oznacza, że 70 proc. chorych zostaje wyleczonych?
Nie. Jest to pięcioletnie przeżycie względne, czyli miara porównująca przeżycie osób z nowotworem z oczekiwanym przeżyciem podobnej populacji. Nie jest to ani wskaźnik całkowitych wyleczeń, ani prognoza dla konkretnego pacjenta.
Czy poprawa dotyczy również zaawansowanych nowotworów?
Tak i właśnie to jest jedno z najważniejszych ustaleń raportu. Dla wszystkich nowotworów z przerzutami odległymi łącznie pięcioletnie przeżycie względne wzrosło z 17 proc. w połowie lat 90. do 35 proc. dla diagnoz z lat 2015–2021.
W których nowotworach poprawa jest szczególnie widoczna?
ACS wskazuje między innymi szpiczaka, raka wątroby, przerzutowego czerniaka, przerzutowego raka odbytnicy oraz zaawansowanego raka płuca. W szpiczaku pięcioletnie przeżycie wzrosło z 32 do 62 proc., w przerzutowym czerniaku z 16 do 35 proc., a w przerzutowym raku płuca z 2 do 10 proc.
Dlaczego rak płuca nadal powoduje tak wiele zgonów, skoro wyniki leczenia się poprawiają?
Ponieważ pozostaje częstym nowotworem, a w stadium przerzutowym rokowanie nadal jest bardzo niekorzystne. W 2026 r. w USA przewidywanych jest około 125 tys. zgonów z powodu raka płuca – więcej niż z powodu raka jelita grubego i raka trzustki łącznie.
Czy skoro umieralność spada, to liczba zachorowań również maleje?
Nie. W części nowotworów zachorowalność rośnie równocześnie ze spadkiem umieralności. Raport wskazuje taki obraz m.in. dla raka piersi, prostaty czy czerniaka. Oznacza to, że na liczbę zgonów wpływa nie tylko liczba zachorowań, ale także wcześniejsze wykrywanie i skuteczność leczenia.
Czy nowotwory coraz częściej występują u osób młodych?
Większość diagnoz nadal dotyczy osób starszych, ale rośnie znaczenie zachorowań w młodszych grupach. W amerykańskich danych 12 proc. wszystkich nowotworów diagnozuje się przed 50. rokiem życia. Udział ten jest jednak bardzo różny w zależności od rodzaju nowotworu.
Czy amerykańskie dane można odnieść do polskich pacjentów?
Nie bezpośrednio. Są to dane dotyczące populacji Stanów Zjednoczonych. Polska różni się m.in. strukturą zachorowań, dostępnością badań, stadium rozpoznawania nowotworów i organizacją leczenia. Raport pokazuje jednak długoterminowe kierunki zmian współczesnej onkologii.
Źródło: Rebecca L. Siegel, Tyler B. Kratzer, Nikita Sandeep Wagle, Hyuna Sung, Ahmedin Jemal, Cancer Statistics, 2026, CA: A Cancer Journal for Clinicians, 13 stycznia 2026 r., DOI 10.3322/caac.70043. Publikacja wykorzystuje dane o zachorowalności do 2022 r. i umieralności do 2023 r. Liczby zachorowań i zgonów przewidywane na 2026 r. są estymacjami modelowymi, a nie zarejestrowanymi przypadkami.
• Artykuł zaktualizowano:
















Zostaw odpowiedź