Prezydent nie podpisał „Lex Szarlatan”. Ustawa chroniąca pacjentów przed pseudomedycyną nie wchodzi w życie

Prezydent Karol Nawrocki nie podpisał nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, nazywanej „Lex Szarlatan”. Skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. Ustawa, która miała dać państwu mocniejsze narzędzia do reagowania na niebezpieczne praktyki pseudomedyczne, na razie nie wejdzie więc w życie. Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec a także wielu klinicystów nie kryją rozczarowania.

„Z głębokim smutkiem i niezrozumieniem przyjmuję decyzję Prezydenta RP o odrzuceniu nowelizacji ustawy, która miała wzmocnić ochronę pacjentów przed niebezpiecznymi praktykami pseudomedycznymi” – napisał Bartłomiej Chmielowiec kilka godzin po ogłoszeniu decyzji. To finał kilku tygodni bardzo gorącej dyskusji wokół przepisów, które miały pozwolić skuteczniej reagować na osoby oferujące chorym niesprawdzone terapie, przypisujące preparatom czy urządzeniom właściwości lecznicze bez odpowiednich podstaw albo przekonujące pacjentów do rezygnacji ze sprawdzonego leczenia.

„Lex Szarlatan” przeszło całą drogę parlamentarną. Ustawę uchwalił Sejm, później zajmował się nią Senat, który wprowadził poprawki, a następnie dokument ponownie trafił do Sejmu. Celem nowych przepisów było wyeliminowanie z rynku i internetu usług groźnych dla zdrowia i życia, niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną. O złożenie podpisu przez prezydenta pod ustawą apelowali lekarze, naukowcy, eksperci zajmujący się zdrowiem publicznym i dezinformacją medyczną oraz organizacje pacjentów.

Z drugiej strony do Pałacu Prezydenckiego docierały apele o zatrzymanie ustawy. 30 lipca w Kancelarii Prezydenta pojawiła się delegacja przeciwników „Lex Szarlatan”, a wśród jej członków znalazł się Jerzy Zięba, jeden z najbardziej znanych w Polsce promotorów pseudomedycyny. Delegacja przekazała petycję przeciwko nowym przepisom, podpisaną przez blisko 25,5 tys. osób. Jak później wyjaśniała Kancelaria Prezydenta, spotkanie odbyło się z inicjatywy przeciwników ustawy i miało służyć przyjęciu petycji.

Wizyta szybko stała się głośna, przede wszystkim za sprawą samego Zięby. W korespondencji kierowanej do prezydenta ostrzegał, że po podpisaniu ustawy Karol Nawrocki będzie miał „na rękach krew setek tysięcy Polaków”. Według relacji „Newsweeka” delegacja przez około godzinę przedstawiała swoje argumenty przeciwko ustawie i mówiła o metodach określanych jako alternatywne. Przeciwnicy ustawy w petycjach kierowanych do prezydenta podnosili zarzuty dotyczące m.in. sposobu zdefiniowania praktyk pseudomedycznych, zakresu uprawnień Rzecznika Praw Pacjenta, swobody działalności gospodarczej i wolności wypowiedzi. Polskie Stowarzyszenie Niezależnych Lekarzy i Naukowców 3 sierpnia oficjalnie zaapelowało o odmowę podpisania ustawy albo skierowanie jej właśnie do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej.

Ostatecznie Karol Nawrocki wybrał ten drugi wariant.

Wokół ustawy przez ostatnie miesiące wiele emocji, co sprawiało, że momentami ginęło to, co rzeczywiście zapisano w przepisach. Nowelizacja nie miała wprowadzać generalnego zakazu ziołolecznictwa, fitoterapii, masażu czy działalności dietetyków. Jej celem miało być przede wszystkim stworzenie mechanizmu reagowania tam, gdzie pacjentowi przedstawia się metodę niezgodną z aktualną wiedzą medyczną jako skuteczną formę leczenia albo gdzie taka działalność może zagrozić jego zdrowiu lub życiu.

Było to szczególnie istotne w przypadku osób z ciężkimi i przewlekłymi chorobami. Pacjent po rozpoznaniu np. nowotworu może znaleźć w internecie dziesiątki ofert „oczyszczania organizmu”, suplementów mających rzekomo niszczyć komórki nowotworowe, wlewów, urządzeń diagnostycznych czy diet reklamowanych jako alternatywa dla leczenia onkologicznego. Sama możliwość zakupu suplementu albo skorzystania z metody uzupełniającej nie była istotą problemu. Ustawa miała pozwolić reagować wtedy, gdy taka metoda zaczyna być przedstawiana jako leczenie choroby, mimo że nie ma na to odpowiednich dowodów, albo gdy pacjent jest odwodzony od terapii zaleconej przez lekarza.

Dr hab. Tomasz Dzieciątkowski zwracał uwagę, że duża część krytyków ustawy przypisuje jej rozwiązania, których w niej nie ma. – Jest bardzo potrzebna, przy czym, jak się okazuje, ogromna rzesza osób, która wypowiada się na jej temat, w ogóle jej nie przeczytała, a tym bardziej ze zrozumieniem. Bo wbrew powszechnemu mniemaniu nie zakazuje ona ziołolecznictwa czy fitoterapii – mówił.

Z kolei prof. Michał Sutkowski, specjalista chorób wewnętrznych i medycyny rodzinnej, oceniał z kolei, że państwo zbyt długo nie miało wystarczających instrumentów do walki z tym zjawiskiem. – Legislacja dotycząca „szarlatanerii”, czyli niesprawdzonych i nieuznanych metod leczenia, które mają stwarzać wrażenie nauki, powinna być już dawno wprowadzona w polskiej przestrzeni publicznej – podkreślał.

Jednym z najważniejszych elementów nowych przepisów były dodatkowe kompetencje dla Rzecznika Praw Pacjenta.

RPP miał otrzymać możliwość publikowania publicznych ostrzeżeń, gdy określona praktyka mogłaby stanowić zagrożenie dla pacjentów. Mógłby również wydać decyzję tymczasową nakazującą natychmiastowe zaprzestanie określonych działań jeszcze przed zakończeniem całego postępowania. Szybkość reakcji miała być jedną z najważniejszych zmian. Jeżeli ktoś reklamuje w internecie niesprawdzony sposób leczenia nowotworu i każdego dnia dociera z nim do kolejnych tysięcy osób, kilku- lub kilkunastomiesięczne postępowanie może mieć ograniczone znaczenie. Do czasu wydania ostatecznej decyzji kolejni chorzy mogą wydać pieniądze, zrezygnować z konsultacji albo opóźnić rozpoczęcie właściwego leczenia.

Senat wskazywał, że Rzecznik miał również zyskać możliwość udziału w postępowaniach cywilnych dotyczących praw pacjenta na prawach przysługujących prokuratorowi. Przepisy przewidywały ponadto znacznie wyższe sankcje – za naruszanie zbiorowych praw pacjentów kara mogła sięgać 1 mln zł, a za brak współpracy z Rzecznikiem 100 tys. zł.

I właśnie te kompetencje stały się jedną z głównych osi sporu. Zwolennicy ustawy argumentowali, że bez możliwości szybkiego zatrzymania szkodliwej działalności przepisy będą nadal spóźnione wobec rzeczywistości internetowego rynku pseudoterapii. Przeciwnicy obawiali się z kolei zbyt dużej swobody interpretacyjnej RPP i wskazywali, że pojęcie aktualnej wiedzy medycznej może być stosowane zbyt szeroko.

Po decyzji prezydenta Bartłomiej Chmielowiec nie krył rozczarowania. „Brak nowych przepisów to więcej przestrzeni dla niebezpiecznej i szkodliwej działalności szarlatanów i medycznych oszustów, którzy teraz poczują się jeszcze bardziej bezkarni” – napisał Rzecznik Praw Pacjenta.

Jednocześnie zaznaczył, że jego urząd nie przestanie zajmować się tego rodzaju sprawami. Będzie jednak musiał korzystać z dotychczasowych instrumentów. „Rzecznik Praw Pacjenta będzie nadal walczył o pacjentów zgodnie z obowiązującymi dotychczas, niedoskonałymi przepisami. Bardzo żałuję, że pacjenci muszą niestety poczekać na lepszą i skuteczniejszą ochronę prawną przed groźnymi praktykami. Cenę zapłacą głównie oni” – podkreślił Chmielowiec „Bezpieczeństwo pacjenta musi być ważniejsze niż interes osób zarabiających na pseudomedycynie” – napisał.

Rzecznik zapowiedział dalsze działania na rzecz zmiany prawa i walki z wykorzystywaniem choroby, strachu i nadziei pacjentów dla zysku.

Po skierowaniu „Lex Szarlatan” do Trybunału Konstytucyjnego, Kancelaria Prezydenta poinformowała o przygotowaniu własnej inicjatywy legislacyjnej. Rafał Leśkiewicz, rzecznik prezydenta, zapowiedział przepisy mające z jednej strony chronić pacjentów, a z drugiej „surowo i bezwzględnie karać szarlatanów”. Na razie nie zmienia to jednak sytuacji ustawy przyjętej przez parlament. Została ona zatrzymana przed podpisaniem i czeka na rozstrzygnięcie Trybunału Konstytucyjnego.

Przypomnijmy, że przy wecie ustawa wraca do Sejmu, który może próbować odrzucić sprzeciw prezydenta większością trzech piątych głosów. W przypadku kontroli prewencyjnej to Trybunał Konstytucyjny ma najpierw odpowiedzieć na pytanie, czy przepisy są zgodne z Konstytucją. Jeżeli TK uzna ustawę za zgodną z Konstytucją, prezydent będzie zobowiązany ją podpisać. Jeśli Trybunał orzeknie, że cała ustawa jest niezgodna z Konstytucją, proces jej wejścia w życie zakończy się. Możliwy jest również wariant zakwestionowania tylko części regulacji, którego dalsze konsekwencje zależałyby od zakresu orzeczenia. Do tego czasu nowe instrumenty pozostaną wyłącznie na papierze.

Decyzja prezydenta spotkała się z rozczarowaniem środowiska lekarskiego. Dr Artur Drobniak, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie, podkreślił, że lekarze od dawna zwracają uwagę na potrzebę skuteczniejszej ochrony pacjentów przed pseudomedycyną i osobami oferującymi niesprawdzone, a czasem także niebezpieczne metody leczenia.

Samorząd lekarski deklaruje gotowość do rozmowy nad nowym projektem, ale oczekuje, że nowe rozwiązania będą konkretne, szybko procedowane i konsultowane ze środowiskiem medycznym. Chodzi przede wszystkim o to, by nie rozpoczynać całej dyskusji od początku i nie odkładać zmian na kolejne miesiące. Z perspektywy lekarzy najważniejszy pozostaje bowiem pacjent. Szczególnie osoba z ciężką lub przewlekłą chorobą, która może być bardziej podatna na obietnice „cudownych terapii” czy przekaz podważający skuteczność leczenia opartego na dowodach naukowych. Dlatego potrzebne są przepisy, które pozwolą reagować szybko i skutecznie, zanim działalność pseudoterapeutów doprowadzi do realnej szkody.

„Lex Szarlatan” stało się nazwą bardzo nośną medialnie, ale problem, który doprowadził do przygotowania ustawy, jest szerszy niż działalność pojedynczych uzdrowicieli. Dziś treści dotyczące zdrowia rozchodzą się przede wszystkim przez media społecznościowe. Profesjonalnie przygotowany film może wyglądać jak materiał edukacyjny, choć w rzeczywistości prowadzi do sprzedaży suplementu albo kosztownej usługi. Osoba bez wykształcenia medycznego może zbudować społeczność liczącą setki tysięcy odbiorców i każdego dnia przekazywać im informacje dotyczące nowotworów, szczepień, chorób serca czy leczenia zakażeń. Dla odbiorcy granica pomiędzy opinią, reklamą, poradą i informacją medyczną nie zawsze jest oczywista.

Pacjent oczywiście ma prawo szukać informacji, pytać, porównywać metody czy korzystać z różnych form wspierania zdrowia. Problem zaczyna się wtedy, gdy informacja o zdrowiu staje się obietnicą terapii, której skuteczności nie wykazano, szczególnie gdy towarzyszy jej nakłanianie do odrzucenia leczenia o udowodnionej skuteczności. W onkologii cena takiej decyzji może być wyjątkowo wysoka. Czas, który chory poświęci na nieskuteczną terapię zamiast na diagnostykę i właściwe leczenie, nie zawsze można później odzyskać.

Na dziś obowiązujące prawo się nie zmienia. „Lex Szarlatan” nie weszło w życie, a Rzecznik Praw Pacjenta nie może korzystać z nowych kompetencji zapisanych w ustawie. Nadal może jednak podejmować działania na podstawie dotychczasowych przepisów.

Dla pacjenta najważniejsze pozostaje sprawdzanie, kto przedstawia informacje dotyczące leczenia i na czym opiera swoje twierdzenia. Szczególną ostrożność powinny budzić obietnice „wyleczenia” ciężkiej choroby, przedstawianie jednej metody jako rozwiązania ukrywanego przez lekarzy, namawianie do rezygnacji z leczenia albo sugestie, że terapia zalecona przez specjalistę jest niepotrzebna. Dotyczy to również produktów określanych jako naturalne. „Naturalne” nie oznacza automatycznie ani skuteczne, ani bezpieczne. Preparaty ziołowe i suplementy mogą także wchodzić w interakcje z lekami stosowanymi w onkologii, dlatego ich przyjmowanie warto omówić z lekarzem prowadzącym.

Spór o „Lex Szarlatan” będzie trwał. Najpierw przed Trybunałem Konstytucyjnym, a równolegle zapewne wokół zapowiedzianej przez prezydenta własnej inicjatywy ustawodawczej. Na razie jednak rozwiązania, które miały umożliwić szybsze zatrzymywanie najbardziej niebezpiecznych praktyk, nie zaczną obowiązywać. To wielka szkoda!

Jak państwo chciało zatrzymać medycznych oszustów. Co naprawdę znalazło się w „Lex Szarlatan”

FAQ:

Czy prezydent zawetował „Lex Szarlatan”?
Nie. Karol Nawrocki nie zastosował klasycznego weta. Skierował ustawę przed jej podpisaniem do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej.

Czy „Lex Szarlatan” obowiązuje?
Nie. Ustawa nie została podpisana i nie weszła w życie. Do czasu rozstrzygnięcia Trybunału Konstytucyjnego Rzecznik Praw Pacjenta nie otrzyma przewidzianych w niej nowych kompetencji.

Co miała zmienić ustawa?
Przede wszystkim umożliwić szybszą reakcję na praktyki pseudomedyczne mogące zagrażać zdrowiu lub życiu pacjentów. RPP miał m.in. wydawać publiczne ostrzeżenia i decyzje tymczasowe oraz korzystać z silniejszych sankcji wobec podmiotów naruszających zbiorowe prawa pacjentów.

Czy „Lex Szarlatan” zakazywało ziołolecznictwa?
Nie taki był cel ustawy. Przepisy miały dotyczyć przede wszystkim sytuacji, w których pacjent jest wprowadzany w błąd co do skuteczności określonej metody albo praktyka niezgodna z aktualną wiedzą medyczną stwarza zagrożenie dla jego zdrowia lub życia.

Czy Jerzy Zięba był w Kancelarii Prezydenta w sprawie ustawy?
Tak. 30 lipca 2026 roku był członkiem delegacji przeciwników ustawy, która przekazała w Kancelarii Prezydenta petycję podpisaną przez blisko 25,5 tys. osób. Kancelaria podkreślała, że spotkanie miało charakter związany z formalnym przyjęciem petycji.

Co stanie się teraz z ustawą?
Trybunał Konstytucyjny ma ocenić jej zgodność z Konstytucją. Jeśli uzna ją za zgodną, prezydent będzie zobowiązany do podpisania ustawy. Jednocześnie Kancelaria Prezydenta zapowiedziała przygotowanie własnego projektu przepisów wymierzonych w pseudomedycynę.

Rzecznik Praw Pacjenta miał dostać mocniejsze narzędzia do walki z pseudomedycyną

Medyczna dezinformacja w sieci. Dlaczego coraz trudniej odróżnić wiedzę od fałszywej terapii

• Artykuł zaktualizowano: