Wiceminister Tomasz Maciejewski, wiceminister Katarzyna Kęcka

„Pokoje narodzin” i bezpieczeństwo opieki okołoporodowej – odpowiedź Ministerstwa Zdrowia na zamykanie porodówek

W obliczu narastających kontrowersji i niepokojących doniesień medialnych dotyczących restrukturyzacji oddziałów położniczych, kierownictwo Ministerstwa Zdrowia wraz z czołowymi konsultantami krajowymi zorganizowało konferencję prasową. Kluczowym przekazem spotkania było zapewnienie o najwyższych standardach bezpieczeństwa rodzących Polek oraz wyjaśnienie roli nowo powstających „pokojów narodzin”. Spotkanie miało na celu nie tylko sprostowanie nieścisłości, ale przede wszystkim przedstawienie nowej, spójnej wizji bezpieczeństwa rodzących kobiet.

Ministerstwo Zdrowia o opiece okołoporodowej: nowy standard, „pokoje narodzin” i rola położnych w zapewnieniu bezpieczeństwa

Otwierając konferencję, wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski odniósł się bezpośrednio do emocjonalnych nagłówków, które w ostatnich tygodniach dominowały w debacie publicznej. Resort przyjął strategię pełnej transparentności, stawiając za cel ukrócenie spekulacji o rzekomym zagrożeniu dla zdrowia matek.

„Chcielibyśmy dać jasną informację i zaprzestać tej dezinformacji szerzącej się w mediach o tym, że chcemy narażać kobiety rodzące w Polsce, Polki na jakiekolwiek niebezpieczeństwo” – zadeklarował minister Maciejewski. Interpretując te słowa, należy zauważyć, że ministerstwo przesuwa akcent z ilości placówek na ich jakość. Kluczowym argumentem rządu jest fakt, że od stycznia obowiązuje nowy standard opieki położniczej, który precyzyjnie definiuje zadania na każdym stopniu referencyjności.

Minister odniósł się do najbardziej nośnego medialnie lęku – wizji kobiet zmuszonych do rodzenia w warunkach ratunkowych, bez odpowiedniego zaplecza. „To nie jest miejsce, że Polki nie będą rodziły na SOR-ach. Każda ciężarna powinna urodzić w szpitalu, w którym jest oddział położniczy, nie na SOR-ze” – podkreślił. Ta deklaracja jest fundamentem nowej polityki: system ma być tak uszczelniony, by poród na oddziale ratunkowym był jedynie absolutnym, rzadkim wyjątkiem, a nie systemową koniecznością.

„Stop dezinformacji”: Ministerstwo Zdrowia pokazuje, jak mają działać „pokoje narodzin” i nowy standard opieki okołoporodowej

Najwięcej kontrowersji wzbudzał dotąd projekt tworzenia tzw. pokojów narodzin. Minister Maciejewski wyjaśnił ich rolę jako „wentyla bezpieczeństwa” w regionach, gdzie tradycyjne oddziały położnicze zostają wygaszone ze względu na demografię.

„Punkt rozporządzenia, o którym mówimy, mówi o utworzeniu miejsca w obrębie szpitala, w którym dotychczas istniał oddział położniczy, tak zwanego pokoju narodzin, wyposażonego dokładnie tak samo jak sala porodowa, w którym w przypadku porodu, który już jest tak zaawansowany, że kobieta nie będzie mogła dojechać do szpitala z oddziałem położniczym, będzie się mógł odbyć poród w bezpieczny sposób, prowadzony przez położną, wysoko wykwalifikowaną, wykwalifikowanego członka personelu medycznego” – tłumaczył minister.

Interpretacja tego zapisu jest kluczowa dla zrozumienia intencji resortu. Pokój narodzin nie jest „porodówką drugiej kategorii” dla pacjentek z danego powiatu. To profesjonalne stanowisko medyczne, które pozostaje w gotowości tam, gdzie nadal funkcjonuje ginekologia planowa lub chirurgia, aby zabezpieczyć sytuacje nagłe, tzw. porody gwałtowne. Jak zaznaczył minister: „To nie jest miejsce, w którym mają się odbywać planowe porody fizjologiczne, czy jakiekolwiek inne. To jest tylko miejsce, w którym mają być możliwość zapewnienia w przypadku zupełnie nieplanowanego porodu, który zdarza się incydentalnie w Polsce, jak i w każdym innym kraju Europy, porodu fizjologicznego, który może mieć gwałtowny przebieg. Takich porodów jest kilka rocznie”.

Niezwykle ważnym głosem w dyskusji była wypowiedź wiceminister Katarzyny Kęckiej, która zwróciła uwagę na ogromne, a wciąż niedoceniane w Polsce kompetencje położnych. Reforma opiera się na założeniu, że położna jest autonomicznym specjalistą, a nie jedynie asystentem lekarza.

„Nasze położne to położne, które są wykształcone w sposób jeden z szerszych na świecie. Ukończenie studiów na poziomie już licencjackim pozwala im samodzielnie przyjmować porody fizjologiczne” – mówiła minister Kęcka. Przypomniała również o rygorystycznych wymogach edukacyjnych: „Ukończenie studiów jest równoznaczne z tym, że każda studentka powinna przyjąć co najmniej 40 porodów. Jest to efekt, który musi być zaliczony już na etapie studiów”.

To podejście znajduje potwierdzenie w głosie prof. Grażyny Iwanowicz-Palus, konsultant krajowej w dziedzinie pielęgniarstwa ginekologiczno-położniczego. Profesor, odwołując się do własnej praktyki zawodowej, podkreśliła, że położne są przygotowane do „samodzielnego sprawowania opieki nie tylko podczas ciąży, oczywiście mam na myśli ciążę fizjologiczną, ale również podczas porodu”. Jest to zmiana paradygmatu – w nowym systemie to położna ma być głównym opiekunem kobiety w ciąży o niskim ryzyku, co pozwala lekarzom ginekologom skupić się na przypadkach patologicznych i skomplikowanych operacjach.

W dyskusji nie zabrakło gorzkich słów dotyczących kondycji demograficznej kraju. Prof. Ewa Wender-Ożegowska, konsultant krajowa w dziedzinie położnictwa i ginekologii, wskazała, że zamykanie oddziałów nie jest decyzją polityczną „za biurka”, lecz wynikiem naturalnych procesów społecznych.

„To nie Ministerstwo Zdrowia zamyka oddziały porodowe i oddziały położnicze (przyp. red. decydje podejmuje organ właścicielski szpitala). Te oddziały zamykają się na skutek sytuacji demograficznej, na skutek sytuacji ekonomicznej, jaka w związku ze spadającą liczbą porodów ma miejsce” – wyjaśniała prof. Wender-Ożegowska. Według jej interpretacji, utrzymywanie na siłę małych oddziałów, gdzie odbywa się jeden poród na kilka dni, jest niebezpieczne. Personel traci nawyki, a sprzęt nie jest optymalnie wykorzystywany.

Proponowana koncepcja pokojów narodzin ma być odpowiedzią na te tendencje: „Z założenia w tych oddziałach czy w tych salach porodowych porody nie powinny się odbywać, ponieważ system ma tak zabezpieczyć nasze pacjentki, tak je edukować, że pacjentki wiedzą, że mają nowe oddziały, w których porody na pierwszym stopniu referencji będą się odbywać”. Kluczowym elementem ma być edukacja – pacjentka musi wiedzieć, gdzie ma się udać, a jeśli poród zacznie się zbyt gwałtownie, system gwarantuje jej wykwalifikowaną opiekę położnej w najbliższym dostępnym punkcie oraz transport medyczny dostępny 24 godziny na dobę.

Wsparcie merytoryczne dla zmian wyraził również prof. Mirosław Wielgoś, konsultant krajowy w dziedzinie perinatologii. Jego wystąpienie skupiło się na kryteriach bezpieczeństwa medycznego.

„Priorytetem, który przyświeca nam wszystkim przy tworzeniu tych nowych przepisów, jest bezpieczeństwo. (…) Nie można zapewnić odpowiedniego bezpieczeństwa w okresie okołoporodowym w miejscach, gdzie poród jest incydentalnym wydarzeniem. Są miejsca, gdzie odbywa się mniej niż 300 porodów rocznie. Tam te porody występują, mają miejsce rzadziej niekiedy niż raz dziennie” – argumentował profesor.

Interpretując te dane, prof. Wielgoś zwrócił uwagę na aspekt ekonomiczny, który choć drugoplanowy względem medycyny, jest nieubłagany. „Lepiej, jak to się odbywa w sposób planowany, taki właśnie, jaki jest obecnie proponowany przez Ministerstwo Zdrowia, niż ma się to dziać w sposób zupełnie niekontrolowany, gdzie oddziały będą się zamykały z różnych powodów finansowych czy takich, że nie są one wybierane przez pacjentów”. Nowy system ma opierać się na świadomym przypisywaniu pacjentek do odpowiednich poziomów opieki: pełna fizjologia na poziomie podstawowym, a skomplikowane przypadki w wyspecjalizowanych ośrodkach trzeciego stopnia.

Konferencję zwieńczył głos praktyka, dr. Pawła Witkowskiego z Powiatowego Centrum Zdrowia w Kartuzach. Jego wystąpienie było niezwykle istotne, gdyż pokazało, że pacjentki same „głosują” na duże, sprawdzone ośrodki. Mimo że szpital w Kartuzach jest jednostką powiatową, realizuje aż 2000 porodów rocznie.

„40 proc. kobiet to są kobiety spoza powiatu kartuskiego. Okoliczne powiaty są oddalone o 40-50 kilometrów, więc te kobiety nie wybierają dzisiaj oddziału do rodzenia na podstawie odległości. Głównym kryterium, które zauważamy, to jest jakość” – relacjonował dr Witkowski. Te dane rzucają nowe światło na problem odległości do szpitala. Okazuje się, że dla współczesnej, świadomej pacjentki, bezpieczeństwo i standard opieki są ważniejsze niż czas dojazdu wydłużony o kilkanaście minut.

Dr Witkowski odniósł się również do roli położnych w nowoczesnym szpitalu: „Nasze panie położne od samego początku przyjęcia są z panią, a lekarz jest konsultantem wtedy, kiedy tego wymaga sytuacja”. To potwierdza tezę resortu, że przyszłość polskiego położnictwa leży w partnerstwie między pacjentką a położną, przy wsparciu lekarza jedynie w momentach krytycznych.

Konferencja Ministerstwa Zdrowia rysuje obraz polskiego położnictwa u progu zmiany. Choć proces wygaszania mniejszych oddziałów może budzić lokalny opór, argumenty merytoryczne przedstawione przez ekspertów wydają się solidne. Bezpieczeństwo medyczne rodzącej kobiety zależy dziś nie od bliskości geograficznej dowolnego szpitala, ale od trafienia do ośrodka, który posiada odpowiednie doświadczenie, liczbę odebranych porodów oraz wykwalifikowany zespół położnych.

System „pokojów narodzin” ma być bezpiecznikiem, który sprawi, że transformacja ta odbędzie się bez ryzyka dla tych nielicznych pacjentek, których poród zaskoczy gwałtownością. Kluczem do sukcesu reformy będzie jednak sprawna komunikacja i edukacja kobiet, aby każda z nich – jak podkreślali eksperci – dokładnie wiedziała, gdzie bije serce bezpiecznego położnictwa w jej regionie.

Wnioski:
– Porody odbywają się w szpitalach z oddziałami ginekologiczno-położniczymi.
– Przy wybranych szpitalach powstaną interwencyjne punkty położnicze służące ocenie sytuacji i udzieleniu pomocy w nagłych przypadkach.
– Położna bada pacjentkę i w razie potrzeby uczestniczy w bezpiecznym transporcie karetką do właściwego ośrodka.
– Przyjęcie porodu na miejscu to wyjątek – rozwiązanie zabezpieczające bardzo rzadkie, nieplanowane porody o gwałtownym przebiegu.
– Nowe przepisy nie wpływają na decyzje o zamykaniu oddziałów ginekologiczno-położniczych.
– Rozporządzenie wprost zakazuje organizacji porodów na SOR-ach.

Pytania i odpowiedzi:

Czy ministerstwo chce, żeby kobiety rodziły na SOR?
Nie. Wprost powiedziano: „Każda ciężarna ma urodzić w szpitalu, w którym jest oddział położniczy, nie na sorze”.

Co ministerstwo rozumie przez „pokój narodzin”?
To „miejsce w obrębie szpitala, w którym dotychczas istniał oddział położniczy, tak zwanego pokoju narodzin, wyposażonego dokładnie tak samo jak sala porodowa”, przeznaczone dla sytuacji wyjątkowych, gdy poród jest już bardzo zaawansowany.

Czy w „pokoju narodzin” będą odbywać się planowe porody?
Nie. Podkreślono: „To nie jest miejsce, w którym mają się odbywać planowe porody fizjologiczne, czy jakiekolwiek inne”.

W jakich sytuacjach „pokój narodzin” ma być używany?
W przypadku „zupełnie nieplanowanego porodu”, gdy przebieg może być gwałtowny i pacjentka nie ma możliwości bezpiecznego dojazdu do oddziału położniczego.

Kto ma prowadzić poród w „pokoju narodzin”?
W opisie rozwiązania wskazano poród „prowadzony przez położną, wysoko wykwalifikowaną, wykwalifikowanego członka personelu medycznego”.

Dlaczego ministerstwo mówi o zamykaniu oddziałów położniczych?
Wskazano na demografię i ekonomię: „Coraz mniej dzieci (…) przychodzi na świat” oraz oddziały „zamykają się na skutek sytuacji demograficznej, na skutek sytuacji ekonomicznej”. Decyzję odnośnie zamknięcia oddziału/szpitala podejmuje zawsze organ właścicielski – nie Ministerstwo Zdrowia.

Dlaczego podkreślano kompetencje położnych?
Bo mają one samodzielnie prowadzić porody fizjologiczne, a kształcenie obejmuje wymóg praktyczny: „każda studentka powinna przyjąć co najmniej 40 porodów”.

Co oznacza referencyjność w opiece okołoporodowej według ekspertów?
Profesor Wielgoś mówił o przypisaniu pacjentki do ośrodka według ryzyka: „pełna fizjologia na podstawowym poziomie, lekka patologia w drugim stopniu referencyjności i te najcięższe problemy na trzecim stopniu referencyjności”.

Jaką perspektywę wniósł szpital w Kartuzach?
Dr Paweł Witkowski wskazał, że pacjentki coraz częściej wybierają miejsce porodu według jakości: „Głównym kryterium, które zauważamy, to jest jakość”, a także że „40 proc. kobiet” rodzących w Kartuzach jest spoza powiatu.

Kolejki do lekarzy – resort zdrowia zapowiada zmiany

Temat jest szeroko komentowany m.in. w social mediach. Omówiła go m.in. znana ginekolog Marzena Debska pisząc:

O co chodzi z tymi “porodami na SOR-ach”?
Osobiście wolałabym poród z położną w szpitalu niż na stacji benzynowej.
Rozumiem emocje, jakie budzą zapowiadane zmiany w organizacji opieki okołoporodowej. Poród to jedno z najbardziej wrażliwych doświadczeń w życiu kobiety i naturalne jest, że każda informacja wywołująca niepokój budzi sprzeciw. Warto jednak rozmawiać o faktach, a nie o uproszczeniach.

Żaden system ochrony zdrowia nie jest w stanie bezpiecznie i racjonalnie utrzymywać oddziałów położniczych, w których rodzi się bardzo mało dzieci. To NIE DOTYCZY wyłącznie kosztów.

Im mniej porodów, tym mniejsze doświadczenie zespołu, trudniej utrzymać gotowość sprzętu i procedur, a bezpieczeństwo – szczególnie w sytuacjach nagłych – realnie spada. Jako położnik pracujący od lat w oddziale o najwyższym stopniu referencyjności mogę powiedzieć, że tak naprawdę to i tak wiele tych małych oddziałów pacjentki od dawna omijały szerokim łukiem właśnie z tych powodów, o których tu piszę.

Zapaść demograficzna jest faktem i nie powstała wczoraj. Obecne propozycje zmian nie są jej przyczyną, lecz próbą dostosowania systemu do rzeczywistości, w której liczba porodów maleje, a odległości do szpitali bywają znaczne.

Dla porządku: to nie jest polski wyjątek. W wielu krajach Europy od lat zamykane lub łączone są małe oddziały położnicze z niewielką liczbą porodów – m.in. we Francji, Niemczech, Skandynawii czy Portugalii. Powody są te same: spadek urodzeń, braki kadrowe i bezpieczeństwo kliniczne. Równolegle rozwija się opieka położnych i systemy zabezpieczające porody nagłe poza klasyczną „porodówką”. To trend systemowy, nie „eksperyment na kobietach”.


Planowane u nas rozwiązania NIE ZAKŁADAJĄ, że kobiety będą “rodzić na SOR-ach” zamiast w oddziałach położniczych. Standardem nadal mają być porody w szpitalach ginekologiczno-położniczych i to bardzo dobrze do tego przygotowanych! Nowe rozwiązania mają ZABEZPIECZAĆ SYTUACJE NAGŁE – wtedy, gdy poród zaczyna się nieoczekiwanie, a dojazd do oddziału z „porodówką” jest długi lub niemożliwy.

Projekt rozporządzenia przewiduje zorganizowanie opieki położnych w placówkach, w których wcześniej był oddział położniczy, wraz z zabezpieczeniem transportowym. To położna – osoba wykwalifikowana i do tego przygotowana – ma ocenić stan pacjentki, zaawansowanie porodu i podjąć decyzję, czy bezpieczny jest transport do szpitala z oddziałem położniczym, czy konieczne jest przyjęcie porodu na miejscu, w odpowiednio przygotowanym pokoju narodzin. W razie potrzeby obejmuje to również organizację transportu specjalistycznego oraz udzielenie pierwszej pomocy noworodkowi, zgodnie z posiadanymi kompetencjami i przeszkoleniem.

Warto też jasno powiedzieć: już dziś przy porodach przebiegających prawidłowo lekarz nie czuwa przy pacjentce bez przerwy. To POŁOŻNE PROWADZĄ PORODY FIZJOLOGICZNE i doskonale wiedzą, kiedy sytuacja wymaga interwencji lekarskiej. To standard w nowoczesnej opiece okołoporodowej. Poród w szpitalu – nawet bez klasycznej „porodówki”, ale z zapleczem lekarskim i sprzętowym – jest nieporównywalnie bezpieczniejszy niż poród w drodze, w domu, czy w przypadkowych warunkach, jak na przykład na stacji benzynowej, o których co jakiś czas czytamy w mediach.

Nie ma planu pozostawiania kobiet samych sobie. Trwają jeszcze dyskusje dotyczące szczegółów organizacyjnych i finansowych. I dobrze. Niech ten projekt będzie dobrze przygotowany. To czas na szukanie optymalnych rozwiązań, a nie znowu na straszenie ciężarnych.

Jeśli poród przebiega prawidłowo – urodzić można i w „stajence”. Tego jednak dowiadujemy się dopiero po fakcie. Nigdy nie wiemy, kiedy pojawią się problemy, a wtedy – lepiej być w dobrych, profesjonalnych rękach osoby, która nie spanikuje, podejmie odpowiedzialną decyzję i zorganizuje optymalną pomoc. Tak rozumiem ten projekt i intencje rządzących. Liczę, że już najbliższe miesiące dowiodą, że tak właśnie jest🌷👍