O męskim zdrowiu nie tylko w kontekście nowotworów. WIDEO

Dlaczego mężczyźni nie chodzą do lekarza i zaniedbują wczesną profilaktykę? Jakie mechanizmy psychologiczne i kulturowe za tym stoją? Dlaczego są diagnozowani zbyt późno? Na te pytania starali się odpowiedzieć uczestnicy debaty eksperckiej „Siedem rzeczy, których nie wiecie o facetach”, zorganizowanej przez Parlamentarny Zespół ds. Profilaktyki Nowotworowej RAK STOP.

Dane są jednoznaczne. 28 proc. Polaków nigdy nie było u kardiologa, urologa czy psychoterapeuty (badanie firmy Gedeon Richter Polska z 2024 r.). Największe zaniedbania widać przede wszystkim w grupie najmłodszych ankietowanych mężczyzn w wieku 18-25 lat. 30 proc. z nich przyznaje, że nigdy nie korzystało z porad specjalisty, a 20 proc. nie wykonało żadnych badań profilaktycznych.

Mężczyźni w wieku 56–69 lat częściej chodzą do lekarza — w tej grupie już tylko 15 proc. badanych deklaruje, że nie korzystało z usług żadnego specjalisty. Aż 8 proc. mężczyzn w wieku 18–69 lat nigdy nie wykonało podstawowej morfologii. Tylko 30 proc. ma za sobą choć jedno samodzielne badanie jąder, a zaledwie 22 proc. sprawdziło stężenie PSA.

Panowie mają też problem z dbaniem o zdrowie intymne i zdecydowanie zbyt rzadko wykonują badania w kierunku infekcji przenoszonych drogą płciową — zrobiło je jedynie 7 proc. ankietowanych.

To globalny trend — mężczyźni żyją średnio o dekadę krócej niż kobiety. — Przyczyn jest wiele, ale najczęstszą pozostają choroby układu sercowo-naczyniowego — mówił prof. Marek Postuła. — Dominujący u mężczyzn hormon, testosteron, oddziałuje na gospodarkę lipidową, zwiększając poziom tzw. złego cholesterolu LDL i obniżając poziom dobrego HDL. W efekcie mężczyźni częściej niż kobiety mają gorsze wyniki lipidogramu i wcześniej doświadczają problemów sercowo-naczyniowych.  – odpowiadał prof. Marek Postuła, internista i kardiolog, specjalista medycyny długowieczności, kierownik Pracowni Farmakogenomiki przy Katedrze i Zakładzie Farmakologii Doświadczalnej i Klinicznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, współzałożyciel i przewodniczący Polskiego Towarzystwa Medycyny Długowieczności.

Do tego mężczyźni nie dbają o zdrowie. — My zaczynamy myśleć o swoim zdrowiu dopiero wtedy, kiedy zaczyna nas coś boleć. Profilaktyka praktycznie nie istnieje w męskich głowach — przyznaje kardiolog.

Wśród innych czynników skracających życie mężczyzn ekspert wymienił używki — alkohol i palenie papierosów — które mają ogromny wpływ na rozwój nowotworów i chorób serca. Mężczyźni częściej niż kobiety podejmują także próby samobójcze i częściej giną w wypadkach samochodowych.

Jednak przede wszystkim za ich krótsze życie odpowiadają używki. Styl życia, ryzykowne zachowania, bagatelizowanie objawów oraz testosteron to czynniki skracające męskie życie. Znaczenie mają również uwarunkowania kulturowe i presja społeczna, by zawsze sobie radzić — bo przecież „chłopaki nie płaczą”.

Prof. Piotr Radziszewski, urolog, kierownik i ordynator Kliniki Urologii Ogólnej, Onkologicznej i Czynnościowej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w szpitalu przy ul. Lindleya w Warszawie, prezes Stowarzyszenia Urologii Akademickiej, wyraził opinię, że w polskim systemie opieki zdrowotnej wciąż brakuje równowagi między troską o zdrowie kobiet i mężczyzn.

— Kobiety od młodego wieku mają naturalny kontakt z lekarzami dzięki wizytom u ginekologa. W przypadku mężczyzn sytuacja wygląda inaczej — do urologa wciąż potrzebne jest skierowanie, a wielu panów unika tego specjalisty. Konieczne jest nie tylko ułatwienie dostępu do urologów, ale też zmiana podejścia — od walki z chorobą do świadomej profilaktyki — podkreślił ekspert.

Zaznaczył jednak, że widzi pozytywne zmiany. — Pokolenie 50- i 60-latków nadal niechętnie do nas przychodzi, ale młodsi coraz częściej chcą się badać profilaktycznie. To są mężczyźni, u których świadomość zdrowotna rośnie.

Profesor odniósł się także do mitu dotyczącego testosteronu, przez lata uznawanego za „sprawcę wszelkiego zła”. — Jeżeli mamy niski, bardzo niski poziom testosteronu, przekłada się to na zespół metaboliczny i zwiększone ryzyko chorób sercowo-naczyniowych. Co więcej, bardzo niski testosteron wiąże się ze zwiększoną zapadalnością na raka gruczołu krokowego.

Przykłady pacjentów trafiających do lekarza dopiero z zaawansowaną chorobą są — zdaniem eksperta — dowodem na niedomaganie systemu. — To, że zrobimy sobie w wieku 40 lat PSA, niewiele znaczy, jeśli nie idzie za tym wizyta u urologa i interpretacja wyników. Wciąż nie rozmawiamy o jakości życia seksualnego, a przecież zaburzenia erekcji mogą być wczesnym sygnałem ostrzegawczym. Często wyprzedzają zdarzenia sercowo-naczyniowe o kilka lat — i to właśnie wtedy mężczyzna trafia do lekarza.

Zdrowie seksualne jest elementem zdrowia ogólnego i zależy zarówno od stanu zdrowia somatycznego, jak i psychicznego — podkreślił dr Andrzej Depko, neurolog, specjalista seksuolog, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej, członek Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego. — To interakcja między tymi obszarami pozwala na prawidłowe funkcjonowanie w sferze seksualnej. Jak zaznaczył, brak wiedzy o zdrowiu somatycznym prędzej czy później odbija się na zdrowiu seksualnym, które często staje się impulsem do wizyty u lekarza.

Tak naprawdę to interakcja pomiędzy zdrowiem seksualnym a somatycznym daje nam możliwość fajnego funkcjonowania w sferze seksualnej. Jeżeli mamy pewien poziom niewiedzy, jak zadbać o nasze zdrowie somatyczne, prędzej czy później będzie kulało zdrowie seksualne i ono może motywować do pójścia do lekarza” – stwierdził dr Andrzej Depko, krajowy konsultant w dziedzinie seksuologii.

Według seksuologa negatywne uwarunkowania społeczno-kulturowe sprawiają, że mężczyźni nie dbają o zdrowie. — Jeżeli 16-latek uważa, że dbanie o zdrowie jest niemęskie, to jako 30- czy 40-latek będzie myślał podobnie. Naszym zadaniem i odpowiedzialnością wobec społeczeństwa jest wdrażanie programów edukacyjnych, zdrowotnych, które przygotują zupełnie nowy typ społeczeństwa, żeby za kolejnych 60 lat nie było potrzeby zwoływania takiej komisji jak ta. Jeżeli tego nie zrobimy, będziemy się zawsze borykać w takiej błędnej pętli niemożności” — zaznaczył.

Prof. Zbigniew Izdebski, pedagog, seksuolog, specjalista w zakresie zdrowia publicznego, kierownik Katedry Biomedycznych Podstaw Rozwoju i Seksuologii Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego i kierownik Katedry Humanizacji Medycyny i Seksuologii Instytutu Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Zielonogórskiego zwrócił uwagę na kondycję psychiczną mężczyzn.

— Nadal funkcjonuje stereotyp, że mężczyzna nie płacze i zawsze radzi sobie sam ze wszystkim. Jednocześnie w kampaniach zdrowotnych często pojawia się motyw kobiety dbającej o zdrowie partnera, przypominającej partnerowi o badaniach, polecającej mu suplementy, dbającej o jego dietę. Czas odejść od tego schematu i nie obarczać kobiety odpowiedzialnością za zdrowie mężczyzny. Każdy dorosły powinien brać odpowiedzialność za siebie.

Ekspert podkreślił także rosnący poziom stresu i zmęczenia, które wpływają na zdrowie seksualne i ogólną kondycję psychiczną. — Wielu pacjentów nie potrafi odróżnić napięcia emocjonalnego od seksualnego. Jak popatrzymy na reklamy telewizyjne, to widzimy, że sprawność seksualna mężczyzn w hierarchii wartości ceniona jest tak przez mężczyzn jak i kobiety. To prowadzi do frustracji, poczucia osamotnienia i pogorszenia zdrowia psychicznego. Dlatego tak ważne jest, by uczyć mężczyzn, że proszenie o pomoc nie jest oznaką słabości, lecz dojrzałości.   – ocenił seksuolog.

Prof. Piotr Chłosta, chirurg, specjalista urolog, kierownik Katedry i Kliniki Urologii  Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum (UJ CM) w Krakowie, kierownik Oddziału Klinicznego Urologii i Urologii Onkologicznej w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie przypomniał, że rak gruczołu krokowego to najczęściej rozpoznawany nowotwór u mężczyzn w Polsce — rocznie wykrywa się około 18 tys. przypadków. Rak pęcherza to około 8 tys. rozpoznań rocznie, podobnie jak rak nerki u obu płci.

I nie mówimy o osobach u schyłku życia, ale o aktywnych zawodowo 50- i 60-latkach z planami, zobowiązaniami, rodzinami. Gdyby trafiali do nas wcześniej, albo mieli zaoferowany program profilaktyczny lub moglibyśmy skutecznie pomóc — często w sposób mało inwazyjny. Ale nie przychodzą. Dlaczego? Bo to wstydliwe. Bo to „nic takiego”. Bo się boją diagnozy. Albo boją się rozpoznania.

Profesor porównał sytuację do podejścia do dentysty w latach 50. Współcześnie urolog jest dla wielu mężczyzn tym, kim był dentysta w latach 50. XX wieku. — Idzie się dopiero wtedy, gdy nie da się wytrzymać z bólu. W onkologii to zdecydowanie za późno.

Tymczasem wykrycie raka prostaty może opierać się na prostych badaniach: badaniu fizykalnym, oznaczeniu PSA i biopsji. Średni wiek pierwszego takiego badania w Polsce jest wciąż zbyt późny, a powinno ono mieć miejsce po 45. roku życia.

W przypadku raka pęcherza sygnałem alarmowym jest krew w moczu. – Ani kropla krwi, ani mocz zabarwiony na czerwono nie jest czymś normalnym, choć pacjenci często tłumaczą to intensywnym treningiem albo przeziębieniem. Rak nerki często wykrywany jest przypadkowo podczas USG. To jest tanie i powszechne badanie. Gdybyśmy wykonywali je częściej, w wielu przypadkach udałoby się uniknąć zaawansowanego, przerzutowego raka. Co drugi pacjent trafia do urologa zbyt późno” — mówił prof. Chłosta.

Rak nerki często wykrywany jest przypadkowo podczas badania USG. — To badanie tanie i powszechne. Gdyby wykonywano je częściej, wielu przypadków zaawansowanego raka można by uniknąć.

Dr hab. Paweł Koczkodaj, prof. NIO-PIB, kierownik Pracowni Prewencji Pierwotnej i Polityki Zdrowotnej w Zakładzie Epidemiologii i Prewencji Pierwotnej Nowotworów Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie-PIB zwrócił uwagę na błędy w komunikacji zdrowotnej, wypunktował “grzech pierworodny”.

— Przez lata kierowaliśmy przekaz „do wszystkich”. A jeśli coś jest do wszystkich, to często trafia do nikogo. Trzeba mówić do mężczyzn w sposób bardziej dopasowany. Kierując prośby do mężczyzn, żeby się badali, nie mówiąc do nich, ciężko jest oczekiwać, że rzeczywiście będą się badać profilaktycznie. Na pewno trzeba pomyśleć o bardziej skrojonej na miarę komunikacji”.

Faktem jest, że wększość programów przesiewowych dotyczy kobiet — profilaktyka raka szyjki macicy, raka piersi, a także raka jelita grubego, czyli wszystkie trzy badania populacyjne przesiewowe są skierowane do kobiet, jedno z nich do mężczyzn w przypadku raka jelita grubego.

— Panowie pytani, dlaczego nie chodzą na przesiewową kolonoskopię, odpowiadają, że czują się zdrowi. To pokazuje, że nie rozumiemy, czym jest badanie przesiewowe i po co się je wykonuje. HPV, przeciwko któremu mamy darmowe szczepienia dla określonej populacji, jest postrzegany jako czynnik rakotwórczy jedynie przez 0,2 proc. ankietowanych i jako wyzwanie populacji kobiet, choć wiemy, że może spowodować nowotwory u obu płci. Dramatycznie potrzebujemy edukacji zdrowotnej w naszym kraju — zauważył prof. Koczkodaj.

Sylwia Wądrzyk, dyrektor Departamentu Obsługi Klientów i Profilaktyki Narodowego Funduszu Zdrowia poinformowała, że jedną trzecią z 3 mln ankiet w programie „Moje zdrowie” wypełnili mężczyźni.

W przypadku portalu diety NFZ udział mężczyzn jest niższy — stanowią oni jedynie jedną czwartą z 1,2 mln użytkowników.

Dyrektor przypomniała także o bezpłatnej, całodobowej infolinii NFZ (800 190 590), która udziela informacji o świadczeniach i profilaktyce. Mężczyźni korzystają z niej stosunkowo często.

Parlamentarny Zespół ds. profilaktyki nowotworowej – RAK STOP. Wyprzedźmy chorobę! Debata ekspercka: 7 rzeczy, których nie wiecie o facetach:

Movember – znaczenie profilaktyki onkologicznej i psychicznej u mężczyzn

Rak prostaty – najczęstszy nowotwór złośliwy u mężczyzn