Przez ponad osiem dekad leżała w Instytucie, który sam ledwo przetrwał wojnę. „Księga Ruchu Chorych” z lat 1943–1944 zawiera nazwiska blisko dwóch tysięcy pacjentek i pacjentów Instytutu Radowego. Dokument odnaleziony w Narodowym Instytucie Onkologii został poddany konserwacji i 19 sierpnia 2026r., w rocznicę jednego z najtragiczniejszych dni w historii placówki, pokazany publicznie.
Księga, która przetrwała wojnę. Po ponad 80 latach wraca historia pacjentów Instytutu Radowego
W czasie Powstania Warszawskiego spłonęło ponad 25 tysięcy historii chorób gromadzonych w Instytucie Radowym od początku jego działalności. Razem z nimi bezpowrotnie zniknęła ogromna część dokumentacji pierwszych lat polskiej onkologii. Tym bardziej niezwykłe jest to, że jedna z ksiąg ocalała.
„Księga Ruchu Chorych” pochodzi z lat 1943–1944. Nie jest pamiętnikiem ani kroniką wojenną. To szpitalny rejestr. Są w nim nazwiska pacjentów, daty i informacje związane z ich pobytem w placówce. Dokument po latach nabrał szczególnego znaczenia. Za historią Instytutu Radowego, opowiadaną zazwyczaj poprzez daty, liczby ofiar i wojenne zniszczenia, pojawiają się konkretni ludzie.
Księgę odnaleziono po ponad 80 latach w Narodowym Instytucie Onkologii. Została następnie poddana specjalistycznej konserwacji prowadzonej we współpracy NIO z Archiwum Akt Nowych. Prace dokładnie udokumentowano, powstał również materiał filmowy pokazujący proces zabezpieczania dokumentu.
Data jego prezentacji nie została wybrana przypadkowo. 19 sierpnia 1944 roku zakończył się jeden z najtragiczniejszych rozdziałów pacyfikacji Instytutu Radowego.
Rak w czasie wojny nie przestał być chorobą wymagającą leczenia
Żeby zrozumieć znaczenie odnalezionej Księgi, trzeba wrócić do codzienności Instytutu podczas okupacji. Placówka działała wtedy jako Miejski Szpital Przeciwrakowy i, mimo coraz trudniejszych wojennych warunków, niemal nie przerywała leczenia. Pacjentów operowano, prowadzono rentgenoterapię i leczenie radem. Kiedy w ciągu dnia brakowało prądu, część terapii odbywała się nocą. Personel pracował w warunkach, w których zwykłe funkcjonowanie szpitala wymagało organizowania podstawowych rzeczy od nowa. Wielu pracowników działało jednocześnie w konspiracji. Niektórzy zostali aresztowani, inni zginęli.
Szczególną historię miał rad używany do leczenia chorych. Prof. Franciszek Łukaszczyk ukrył go przed Niemcami, aby nie został zarekwirowany. Preparaty wyjmowano z ukrycia nocą, kiedy były potrzebne do terapii. Oficjalnie pozostawiono preparaty o niewielkiej mocy, a dokumentację prowadzono tak, aby właśnie ich użycie można było wykazać.
Jeszcze po wybuchu Powstania Warszawskiego Instytut przyjmował rannych i opiekował się przebywającymi tam chorymi onkologicznie. Pacjentów przeniesiono do suteren i na parter. W pierwszych dniach sierpnia pacjentki nadal leczono radem. Dopiero 4 sierpnia Łukaszczyk zdecydował, że cały zapas pierwiastka trzeba ponownie ukryć. Następnego dnia zaczęła się pacyfikacja.
5 sierpnia do Instytutu weszli żołnierze RONA
Na teren placówki wtargnęli żołnierze kolaboracyjnej brygady SS RONA – Rosyjskiej Wyzwoleńczej Armii Ludowej, skierowanej przez niemieckie dowództwo do tłumienia Powstania na Ochocie. Według zachowanych relacji w Instytucie przebywało wówczas około 80–90 chorych, grupa rannych, lekarze, pielęgniarki, salowe, laborantki i osoby związane z powstańczą służbą zdrowia. W budynku naukowym mieszkali również pracownicy z rodzinami.
Zaczęła się grabież. Niszczyli wyposażenie, zabierali rzeczy należące do pacjentów i personelu, demolowali szpital. Część ludzi wypędzono z budynku i skierowano w stronę Zieleniaka – dawnego targowiska przy zbiegu ulic Grójeckiej i Opaczewskiej, które podczas pacyfikacji Ochoty stało się miejscem gromadzenia wypędzanej ludności.
Prof. Józef Laskowski po wojnie opisywał moment wyprowadzania personelu i pacjentów:
„Kazano wszystkim wyjść do ogródka szpitalnego pod groźbą użycia broni. Wyszedłem razem z personelem lekarskim i sanitarnym oraz grupą chorych zdolną do marszu. Słyszałem, jak jeden z podoficerów wydał rozkaz ustawienia karabinów maszynowych za naszą kolumną. Ustawiono nas trójkami, zabrano kosztowności. Widziałem, jak żołnierze zastrzelili męża chorej, który się obejrzał. Przygotowani, iż za chwilę zacznie się egzekucja, staliśmy pół godziny, po czym przeprowadzono nas przez Pole Mokotowskie…”
Nie wszystkich można było jednak wyprowadzić. W Instytucie pozostały osoby ciężko chore i niewielka grupa personelu, która się nimi opiekowała.
W kolejnych godzinach dochodziło do gwałtów na pacjentkach i pracownicach, grabieży oraz zabójstw. 6 sierpnia część chorych i rannych została zamordowana, budynek podpalano. Pielęgniarka Janina Glomska zginęła, gdy próbowała wydostać się z płonącego Instytutu razem z osieroconym sześcioletnim chłopcem.
Ostatnie pacjentki wyprowadzono 19 sierpnia. Tego dnia Niemcy zauważyli osoby ukrywające się jeszcze w budynku. Do Instytutu ponownie wkroczyli żołnierze RONA i nakazali wszystkim wyjść. Trzy pacjentki, których stan nie pozwalał na marsz, zostały zabite. Pozostałe kobiety wyprowadzono z budynku. W grupie znajdowały się pacjentki, cztery pracownice Instytutu, sanitariuszka oraz troje dzieci.
Po dotarciu w okolice Zieleniaka czterem pracownicom – Bronisławie Mazurkiewicz, Jadwidze Kowalskiej, Apolonii Kani i Aleksandrze Barcikowskiej – oraz dzieciom pozwolono odejść. Następnego dnia trafiły do obozu przejściowego w Pruszkowie.
Pacjentki i sanitariuszkę skierowano do częściowo spalonego budynku szkoły przy ul. Opaczewskiej. Dziś mieści się tam Liceum Ogólnokształcące im. Hugona Kołłątaja. Kobiety zostały zamordowane. Ich ciała spalono.
Jednej z pacjentek udało się wyjść. Po okazaniu kenkarty została wypuszczona i opowiedziała później, co wydarzyło się w budynku. Relację potwierdzili również mężczyźni z Zieleniaka, których zmuszono do pomocy przy spaleniu ciał.
Według danych NIO między 5 a 19 sierpnia zamordowano co najmniej 80 osób związanych w tym czasie z Instytutem – pacjentki i pacjentów, rannych oraz pracowników. Właśnie 19 sierpnia, 82 lata później, zaprezentowano ocalałą Księgę.

Prawie dwa tysiące nazwisk
Łatwo opisywać tamten czas za pomocą liczb. Około 80–90 chorych w Instytucie na początku pacyfikacji. Co najmniej 80 zamordowanych osób. Około 50 pacjentek w grupie wyprowadzonej 19 sierpnia. Ponad 25 tysięcy zniszczonych historii chorób. „Księga Ruchu Chorych” wygląda inaczej. Są w niej pojedyncze nazwiska.
Według Narodowego Instytutu Onkologii zapisano w niej dane blisko dwóch tysięcy pacjentek i pacjentów leczonych w latach 1943–1944. Oczywiście nie oznacza to, że osoby zapisane w Księdze były ofiarami sierpniowej pacyfikacji. Dokument obejmuje znacznie dłuższy okres. Pokazuje jednak, kto w okupowanej Warszawie przychodził do Instytutu na leczenie i jak długo placówka pozostawała czynna.
Ma to szczególne znaczenie dlatego, że większość dokumentacji nie przetrwała. W sierpniu 1944 roku spalono ponad 25 tysięcy historii chorób przechowywanych w Instytucie od początku jego działalności. Był to nie tylko zbiór dokumentów administracyjnych. Zniknęły dane dotyczące leczenia tysięcy chorych i materiał kliniczny gromadzony przez zespół tworzący podstawy polskiej onkologii. Ocalała księga jest jednym z niewielu dokumentów, które pozwalają zajrzeć do tej utraconej części historii.
Instytut trzeba było zbudować niemal od początku
Wojna zostawiła budynki Instytutu w dużej części stojące, ale ich wnętrza były spalone i zdemolowane. Sprzęt zrabowano albo zniszczono. Zaginęły również pamiątki po Marii Skłodowskiej-Curie gromadzone przez jej siostrę Helenę Szalayową.
Nie wszystko jednak przepadło. Około 20 sierpnia 1944 roku prof. Franciszek Łukaszczyk wrócił do Instytutu. Do płonącej Warszawy dostał się niemieckim czołgiem, którego załogę przekupił. Z budynku zabrał ukryty wcześniej rad. Najpierw wywiózł go do Reguł pod Warszawą, później do Poronina. Transportował radioaktywny materiał bez odpowiedniego zabezpieczenia i otrzymał bardzo dużą dawkę promieniowania. Kilka lat później zmarł na białaczkę.
Kilka miesięcy później do Instytutu zaczęli wracać pracownicy. W styczniu 1945 roku sprzątali pomieszczenia i zabezpieczali to, co pozostało po wojnie. Franciszek Łukaszczyk wspominał później, że kiedy wszedł do wypalonego budynku w lutym 1945 roku, zakładał, iż rozpoczęcie pracy może potrwać przynajmniej pięć lat. Stało się inaczej. Pierwsi pacjenci zostali ponownie przyjęci już w grudniu 1946 roku. Początkowo Instytut miał 40 łóżek, później ich liczba wzrosła do 200. Rozpoczynał się kolejny etap jego historii i odbudowy opieki onkologicznej w Polsce.
Dziś jednym z materialnych śladów poprzedniego etapu jest właśnie odnaleziona „Księga Ruchu Chorych”. Księga pokazuje, że w 1943 i 1944 roku do Instytutu przychodzili pacjenci z chorobą nowotworową. Byli przyjmowani, leczeni, wypisywani. Personel prowadził dokumentację i próbował utrzymywać szpital w działaniu. Potem przyszły sierpniowe dni 1944 roku i znaczna część tego świata została zniszczona. Księga przetrwała.
Odnalezienie „Księgi Ruchu Chorych” pozwala odzyskać fragment historii pacjentów, której przez dziesięciolecia nie można było odtworzyć z powodu zniszczenia dokumentacji Instytutu. Przypomina również, że historia polskiej onkologii nie zaczyna się od kolejnych technologii i programów leczenia. Tworzyli ją przede wszystkim chorzy oraz ludzie, którzy próbowali ich leczyć nawet w warunkach wojny.
Co to jest „Księga Ruchu Chorych” Instytutu Radowego?
To szpitalny rejestr z lat 1943–1944 zawierający dane pacjentów Instytutu Radowego. Według NIO znajduje się w nim blisko dwa tysiące nazwisk.
Dlaczego dokument jest tak ważny?
Podczas Powstania Warszawskiego zniszczono ponad 25 tysięcy historii chorób przechowywanych w Instytucie. Ocalała Księga jest więc jednym z dokumentów pozwalających odtworzyć działalność placówki w czasie okupacji.
Co wydarzyło się w Instytucie Radowym w sierpniu 1944 roku?
5 sierpnia rozpoczęła się pacyfikacja placówki przez żołnierzy SS RONA. Dochodziło do mordów, gwałtów, grabieży i podpaleń. Według NIO między 5 a 19 sierpnia zginęło co najmniej 80 pacjentów, rannych i pracowników.
Dlaczego Księgę pokazano właśnie 19 sierpnia?
19 sierpnia 1944 roku z Instytutu wyprowadzono ostatnią grupę pacjentek. Trzy ciężko chore kobiety zostały zabite przy placówce, a pozostałe zaprowadzono do budynku szkoły przy ul. Opaczewskiej, gdzie zostały zamordowane.
Czy podczas okupacji w Instytucie nadal leczono chorych na raka?
Tak. Instytut działał jako Miejski Szpital Przeciwrakowy. Wykonywano operacje, prowadzono rentgenoterapię i leczenie radem. Leczenie kontynuowano również w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego.
Kiedy Instytut wznowił działalność po wojnie?
Pierwsi pracownicy wrócili do budynku na początku 1945 roku. Pacjentów ponownie zaczęto przyjmować w grudniu 1946 roku.
Źródła: Narodowy Instytut Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – PIB, materiały dotyczące prezentacji „Księgi Ruchu Chorych” oraz 82. rocznicy rozpoczęcia pacyfikacji Instytutu Radowego.
Aleksandra Towpik, „Instytut Radowy w czasie Powstania Warszawskiego”, Biuletyn Polskiego Towarzystwa Onkologicznego NOWOTWORY 2024; 9(4): 322–325.
Od Instytutu Radowego do Narodowego Instytutu Onkologii
• Artykuł zaktualizowano:
















Zostaw odpowiedź